Bacht’n de Vulle Moane
“Verdwazing Der Dwazen”
Into Endless Chaos Rec. / De Pankraker Rec. 2026
No, bardziej finezyjnej i trudniejszej do
zapamiętania nazwy to sobie panowie wymyśleć nie mogli. To ja już może
skorzystam z dobrodziejstw Internetu, i zapamiętam sobie polskie tłumaczenie:
Niech Będzie Błogosławiona Pełnia Księżyca (a no tak, Vulle Moane – Full Moon,
ale ja głupi). Prawda, że ładniej? Dobra, ale nazwa nazwą, natomiast
postanowiłem napisać kilka słów o debiucie Belgów z konkretnego powodu. Lubię,
jak ludzie łączą ze sobą różne, zwłaszcza kontrastujące ze sobą, style. W notce
prasowej stoi, że panowie (a jest ich dwóch) grają „experimental elektro black
metal”. Już sobie wyobrażałem taneczny black przy akompaniamencie syntezatorów
rodem z Perturbator. A tu… chuja prawda! Ale po kolei. Jest tutaj trochę
surowego, i to takiego niemal minimalistycznego black metalu. Choćby w
pierwszym kawałku. Jest też sporo elektroniki, acz bardziej na zasadzie
elektro-goth niż techno napierdalawy. Ale jest sporo grania praktycznie
punkowego. Z tym, że ubranego właśnie w klawiszowe szaty, skocznego na bardzo
prosty, prymitywny sposób. Są na tym krążku też elementy czysto ambientowe, jak
choćby pod koniec wspomnianego otwieracza. Im dalej jednak idąc w las, bardziej
zastanawiam się, gdzie tu ten jebany black metal? Że wokale trochę na podobę?
Że czasem zajedzie mechaniczną kanonadą na automat perkusyjny mogącą (przy
odrobinie fantazji) kojarzyć się z Mysticum? Albo że pojawią się, na zasadzie
ściany dźwięku w tle, surowe, niżej strojone gitary? No, kurwa, nie! Tym
bardziej, że i tym składowym towarzyszy bezustannie albo wspomniany elektro
goth, albo pełna elektronika. A jak komuś jeszcze jest mało, to w ostatnim na
liście „Angstenzuur (Ten oorlog tegen de wereld)” wjeżdża totalnie mroczny,
powodujący mrowienie na karku industrial. Nie wiem jakie leki biorą Belgowie,
nie wiem co u nich zdiagnozowano, ale schizofrenia to zapewne najlżejsza z
dolegliwości. Nawalili na „Verdwazing Der Dwazen” teoretycznie randomowych
pomysłów, mogących być podstawą do stworzenia kilku oddzielnych projektów
zupełnie z innej beczki, ale… Cholera! Podoba mi się to. Bo jest inne, bo jest
„jakieś”, bo jest, mimo wszystko, w pewnie sposób spójne. Zatem, jak
wspomniałem na wstępie… Jak ktoś lubi pojebane, inne od codzienności granie, i
lubi wymienione w tekście gatunki, niech sprawdza. Nie gwarantuję satysfakcji,
ale szanse są.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz