piątek, 28 sierpnia 2026

Recenzja Bacht’n de Vulle Moane “Verdwazing Der Dwazen”

 

Bacht’n de Vulle Moane

“Verdwazing Der Dwazen”

Into Endless Chaos Rec. / De Pankraker Rec. 2026

No, bardziej finezyjnej i trudniejszej do zapamiętania nazwy to sobie panowie wymyśleć nie mogli. To ja już może skorzystam z dobrodziejstw Internetu, i zapamiętam sobie polskie tłumaczenie: Niech Będzie Błogosławiona Pełnia Księżyca (a no tak, Vulle Moane – Full Moon, ale ja głupi). Prawda, że ładniej? Dobra, ale nazwa nazwą, natomiast postanowiłem napisać kilka słów o debiucie Belgów z konkretnego powodu. Lubię, jak ludzie łączą ze sobą różne, zwłaszcza kontrastujące ze sobą, style. W notce prasowej stoi, że panowie (a jest ich dwóch) grają „experimental elektro black metal”. Już sobie wyobrażałem taneczny black przy akompaniamencie syntezatorów rodem z Perturbator. A tu… chuja prawda! Ale po kolei. Jest tutaj trochę surowego, i to takiego niemal minimalistycznego black metalu. Choćby w pierwszym kawałku. Jest też sporo elektroniki, acz bardziej na zasadzie elektro-goth niż techno napierdalawy. Ale jest sporo grania praktycznie punkowego. Z tym, że ubranego właśnie w klawiszowe szaty, skocznego na bardzo prosty, prymitywny sposób. Są na tym krążku też elementy czysto ambientowe, jak choćby pod koniec wspomnianego otwieracza. Im dalej jednak idąc w las, bardziej zastanawiam się, gdzie tu ten jebany black metal? Że wokale trochę na podobę? Że czasem zajedzie mechaniczną kanonadą na automat perkusyjny mogącą (przy odrobinie fantazji) kojarzyć się z Mysticum? Albo że pojawią się, na zasadzie ściany dźwięku w tle, surowe, niżej strojone gitary? No, kurwa, nie! Tym bardziej, że i tym składowym towarzyszy bezustannie albo wspomniany elektro goth, albo pełna elektronika. A jak komuś jeszcze jest mało, to w ostatnim na liście „Angstenzuur (Ten oorlog tegen de wereld)” wjeżdża totalnie mroczny, powodujący mrowienie na karku industrial. Nie wiem jakie leki biorą Belgowie, nie wiem co u nich zdiagnozowano, ale schizofrenia to zapewne najlżejsza z dolegliwości. Nawalili na „Verdwazing Der Dwazen” teoretycznie randomowych pomysłów, mogących być podstawą do stworzenia kilku oddzielnych projektów zupełnie z innej beczki, ale… Cholera! Podoba mi się to. Bo jest inne, bo jest „jakieś”, bo jest, mimo wszystko, w pewnie sposób spójne. Zatem, jak wspomniałem na wstępie… Jak ktoś lubi pojebane, inne od codzienności granie, i lubi wymienione w tekście gatunki, niech sprawdza. Nie gwarantuję satysfakcji, ale szanse są.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz