Bloodmother
„Militant Black Magic”
Time to Kill Records 2026
Bloodmother to świeży szyld z fińskiej ziemi, który został powołany do życia w 2021 roku, choć źródła internetowe twierdzą, że było to dwa lata później. Nieważne. Finowie wydają właśnie swoją pierwszą płytę, która dostępna będzie we wrześniu. Co grają? Cóż, black metal, nawiązujący do tradycji kraju, z którego pochodzi ten kwintet. Nie są to jednak odpustowe przytupajki, lecz potężna dawka wścieklizny, którą zarazić się jest nietrudno. Na pierwszy rzut ucha może się wydawać, że „Militant Black Magic”, to nic innego jak tylko hipnotyczna napierdalanka, która oparta jest na kilku zapętlonych riffach i tremolo, ale gdy uważnie wsłuchacie się w ten materiał, to odkryjecie, że oprócz jednostajnego mielenia jest tu coś jeszcze. Chodzi o niesamowitą rytmikę, która nie tylko wypływa z takichż, okresowo pojawiających się akordów, ale tą, generowaną bezpośrednio przez bębny i bas, które do spóły robią czarcią robotę, podbijając „pełną kurwę” tego black metalu do granic możliwości. Poza nawałnicą jadowitego kostkowania, Bloodmother dostarcza sporo bujanek, złośliwych chwytliwości oraz monumentalnych, średnich temp, które atakują brutalnie i konsekwentnie wbijają w glebę. Diabelszczyzna zagrana na ostrych, kąśliwych gitarach i dźwięcznej sekcji. Okraszona gniewnymi wrzaskami wokalisty, sunie do przodu, nie pierdoląc się w tańcu, zmiatając swym podmuchem wszystko, co spotka na swojej drodze. Zimny i wkurwiony black metal, który nie cierpi sprzeciwu. Wrogo nastawiony, wżera się w organizm każdym porem skóry, agresywnie go infekując. Bezpośrednio, bez ozdobników i z szybkością, za którą, gdyby nie zmiany w kostkowaniu i rytmice, trudno by było nadążyć. Brzytwa jakich ostatnio mało na rynku.
shub niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz