Torpor
„Ðungeon
Ðescent”
Dying Victims 2026
Torpor
to warszawska kapela, której członkowie byli kiedyś związani z formacją Armagh.
Jakiś czas temu, bo pod koniec lipca, ukazał się ich debiutancki album.
Zaskoczenia nie ma, ponieważ to klasyczne granie, które jest fuzją epickiego
heavy metalu i diabelskich dźwięków w stylu Venom czy bardzo wczesnego Bathory.
Płyta ta, to siedem kawałków, stanowiących mieszankę heroicznych riffów,
podniosłych melodii i agresywnych ataków. Do tego panowie dokładają sporo
garażowo brzmiących solówek, black’n’rollowych bujanek i thrashowych akordów, a
wszystkiemu towarzyszą czyste, klimatyczne śpiewy wokalisty i idealnie
podbijająca dynamikę sekcja rytmiczna. To do bólu tradycyjne granie, które
wyrasta z końcówki lat siedemdziesiątych i pierwszej połowy następnej dziesięciolatki,
o atmosferycznym obliczu. Zadziwiające kojącymi i wzniosłymi chwytliwościami oraz
zadzierżystością na starą modłę. Wchodzi to bez popitki i pozwala pławić się w
swych nutach, tak jak degustator robi to pijąc wytrawną whisky. Tak jak można
nie lubić tego trunku, tak też można nie gustować w muzyce, która łączy w sobie
heavy i black metal i do tego udekorowana jest dość dużą dozą melodyki.
Jednakże materiał ten jest skierowany nie do wszystkich, bo nie dla każdego są
nastrojowe i zarazem mroczne kompozycje, które przypominają granie w rodzaju
„Sword & Sorcery”, kojarzące się z Manowar tyle, że skonstruowane prościej
i z mniejszym rozmachem. Cóż, wyraźnie majestatycznie, mocno piwnicznie i ze
skrajnie staromodnymi manierami. Surowe brzmienie, przydymiona produkcja i
tajemniczy klimacik. Mi robi to dobrze. Sprawdźcie, może wam też podejdzie.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz