sobota, 8 sierpnia 2026

Recenzja Horrifier „Revelations of Gore”

 

Horrifier

„Revelations of Gore”

Personal Rec. 2026

Trzy i pół dekady temu, kiedy to w Norwegii zapłonęły kościoły, a druga fala black metalu zaczęła infekować resztę kontynentu, czy też nawet świata, w kraju tym praktycznie nikt nie grał metalu śmierci. Oczywiście zdarzały się wyjątki pokroju bardzo dobrego Molested, ale na dobrą sprawę wszystkie nowe kapele chciały wtedy bzyczeć pod Darkthrony, Burzumy i inne Mayhemy. Z biegiem lat wszystko się nieco wyrównało, ale czegoś w stylu „norweskiego death metalu” nigdy się nie doczekaliśmy. Pojawiło się za to sporo zespołów hołdujących klasycznemu odłamowi gatunku, czy to amerykańskiemu, czy tego zrodzonego na Starym Kontynencie. Horrifier powołany do życia został zaledwie cztery lata temu, ale widać panowie nie próżnują, bo „Revelations of Gore” jest ich drugim pełniakiem (a po drodze było jeszcze demo, EP-ka i dwa splity). Materiał ten to intro plus osiem kompozycji oldskulowego death metalu. Bardziej amerykańskiego, bo inspiracje Autopsy, zwłaszcza, są tu nad wyraz słyszalne. Nie jest to jednak granie monotematyczne. Osobiście słyszę w tych dźwiękach także sporo Pungent Stench, Repulsion, a nawet odrobinę szwedzizny. Ciężko jednak tworzyć muzykę, która ma już kilka dekad, bez odniesienia do filarów gatunku, Sztuką jest jednak poskładać stare patenty w sposób choćby odrobinę autorski. Nie mówię, że Horrifier znaleźli jakiś złoty środek. To nadal w głównej mierze odgrywanie znanych i lubianych melodii, jednak poziom twórczy jest u Norwegów na zdecydowanie wysokim poziomie. Bez wyścigów ze strusiem, bez niepotrzebnego technicznego kombinowania, bez zbędnych mariaży z gatunkami podocznymi, czy bardziej odległymi, panowie rzeźbią swoją cuchnącą grobem muzę z autentyczną pasją i znajomością tematu. Czuć w tych nagraniach energię, szczerość i autentyczność, a sposób w jaki łączą się tutaj patenty z lat dziewięćdziesiątych z odniesieniem do protoplastów gatunku jest w tym przypadku wyjątkowo udany. Ponadto… brzmienie. Jak to śmierdzi kompostownikiem, to aż by się chciał człowiek głęboko zaciągnąć i nie wypuszczać do utraty przytomności. Ten cudownie chodzący w tle bas, te brudne gitary i nieco rozklekotane beczki, no fantastyczne! Chłopaki wiekiem nie dobili jeszcze do trzydziestki, ale metal śmierci najwyraźniej zainfekował ich jeszcze w łonie matki, bo są nim przesiąknięci na wskroś. Takich płyt można słuchać na zapętleniu, bo nigdy się nie znudzą. Kto łaknie cmentarnego rozkładu, niech sięga po „Revelations of Gore” bez wahania. Odpowiednie wrażenia gwarantowane.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz