czwartek, 27 sierpnia 2026

Recenzja Magic Cross „Magic Cross”

 

Magic Cross

„Magic Cross”

Caligari Rec. 2026

Jak tylko zobaczyłem fotkę promocyjną Magic Cross, wiedziałem, że muszę tego posłuchać. Hellhammer w dresie, Inspektor Gadget, kolo z wąsem na Adolfa, i gruby pokazujący faka, stojący w jakimś minikraterze (zapewne przed chwilą podskoczył). Dobra, żarty żartami, pośmiać się można (sam się z siebie często narywam), ale pod względem muzycznym to już powodu do żartów nie ma. Chłopaki zawiązali się nieco ponad dwa lata temu, i właśnie wypuszczają swoje debiutanckie demo, zawierające cztery kawałki punkowego black metalu. Czyli coś totalnie dla mnie. Kompletnie nieodkrywczego, nieskomplikowanego, do potupania nóżką. Wiadomo, że oba wymienione gatunki pasują do siebie jak pieprz i sól, i jeśli tylko czuje się przysłowiowego bluesa, można na podstawie starych i sprawdzonych wzorców kombinować, czy tez raczej dokonywać wariacji, w nieskończoność. Tempo tych czterech piosenek jest raczej średnie, idealne do wspomnianego przytupywania, jeśli zmieniające się na szybsze, to co najwyżej do d-beatu. Brzmienie jest piwniczne, osadzone w mocno prymitywnym tonie, i idealnie pasuje do gitarowych harmonii, mogących kojarzyć się po trochu z Darkthrone, a nawet Celtic Frost, po trochu z GG Allinem (u którego przecież też grał kolo z wąsem, a nawet w jakimś niemieckim hełmie, czy cuś) i tym podobnym brudem. W każdym bądź razie, głębszego dna w tych numerach raczej nie znajdziemy. Wokale to tradycyjny, drugofalowy krzyk, i w zasadzie tutaj sprawa się dopina. Bo nie wiem czy jest sens pisania czegokolwiek więcej. Jak ktoś lubi choćby fiński Qwälen (by nie rzucać nazwami klasyków), to Magic Cross jest dla niego. Bardzo dobre demo, kompletnie nic nie wnoszące do kanonu gatunku, sprawiające za to kupę radochy.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz