Magic Cross
„Magic Cross”
Caligari Rec. 2026
Jak tylko
zobaczyłem fotkę promocyjną Magic Cross, wiedziałem, że muszę tego posłuchać.
Hellhammer w dresie, Inspektor Gadget, kolo z wąsem na Adolfa, i gruby
pokazujący faka, stojący w jakimś minikraterze (zapewne przed chwilą
podskoczył). Dobra, żarty żartami, pośmiać się można (sam się z siebie często
narywam), ale pod względem muzycznym to już powodu do żartów nie ma. Chłopaki
zawiązali się nieco ponad dwa lata temu, i właśnie wypuszczają swoje debiutanckie
demo, zawierające cztery kawałki punkowego black metalu. Czyli coś totalnie dla
mnie. Kompletnie nieodkrywczego, nieskomplikowanego, do potupania nóżką.
Wiadomo, że oba wymienione gatunki pasują do siebie jak pieprz i sól, i jeśli
tylko czuje się przysłowiowego bluesa, można na podstawie starych i
sprawdzonych wzorców kombinować, czy tez raczej dokonywać wariacji, w
nieskończoność. Tempo tych czterech piosenek jest raczej średnie, idealne do
wspomnianego przytupywania, jeśli zmieniające się na szybsze, to co najwyżej do
d-beatu. Brzmienie jest piwniczne, osadzone w mocno prymitywnym tonie, i
idealnie pasuje do gitarowych harmonii, mogących kojarzyć się po trochu z
Darkthrone, a nawet Celtic Frost, po trochu z GG Allinem (u którego przecież
też grał kolo z wąsem, a nawet w jakimś niemieckim hełmie, czy cuś) i tym
podobnym brudem. W każdym bądź razie, głębszego dna w tych numerach raczej nie
znajdziemy. Wokale to tradycyjny, drugofalowy krzyk, i w zasadzie tutaj sprawa
się dopina. Bo nie wiem czy jest sens pisania czegokolwiek więcej. Jak ktoś
lubi choćby fiński Qwälen (by nie rzucać nazwami klasyków), to Magic Cross jest
dla niego. Bardzo dobre demo, kompletnie nic nie wnoszące do kanonu gatunku,
sprawiające za to kupę radochy.
- jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz