Complexant
„Apex”
Bleeding Art Collective / Blood Blast Distribution 2026
Grupa ta powstała w 2017 roku gdzieś na terenie Australii. Jak dotąd, oprócz jednej epki, serwowała swoim odbiorcom tylko single w wersji digital. Ostatniego dnia lipca ukazał się jej pierwszy album, który niesie ze sobą… Właśnie, co to za muzyka? Ano notka informacyjna od wytwórni mówi, że to mieszanka death i black metalu, ale jak dla mnie to czysty deathcore i chuj. Pełno tutaj soczystej i rytmicznej napierdalanki, o której stanowią szybkie riffy połączone z breakdownami. Między nie Complexant wplata sporo powykręcanych solówek, trochę modernistycznie pachnących akordów oraz dzikich, niemalże grindowych ataków. Kilka momentów o typowej dla death metalu ciężkości również tutaj znaleźć można jak i parę zjazdów w dysonanse. Całość zapodana na gęstym brzmieniu gitar i zdrowo łupiącej sekcji rytmicznej. Panowie jadą agresywnie, lecz z polotem właściwym dla współczesnego grania w stylu deathcore, w którym nie brakuje także melodyjności i skrętów w nu-metal, bo wokalista poza growlami popisać czystymi i chwytliwymi zaśpiewami się lubi. To lżejsza odmiana tego gatunku, bo słyszałem już brutalniejsze wykwity z tego stylu. Complexant prezentuje zachowawczą formę tej muzyki i stawia bardziej na nieco pokomplikowane aranże oraz techniczne zagrywki. Nie brakuje mu jednak wściekłości i intensywności. Australijczycy potrafią zadziornie przygrzać, ale jak dla mnie jest to rzępolenie zbyt ugrzecznione i nastawione na szerszy odbiór w związku z tym, nie będzie chyba problemów miał ten zespół z wejściem do mainstreamu, gdyż kwintet ten miażdży, ale tylko kruchą materię. Hartowanej stali nie podoła.
shub niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz