Blindead
„I'm Decomposed”
Iron, Blood and Death Corporation 2025
To nie jest ten Blindead, o którym pewnie sobie z automatu pomyślicie. Ten nasz dodał sobie jakiś czas temu cyferkę 23 do nazwy, a poza tym gra muzyką diametralnie odmienną od tego, co znajdziecie na „I’m Decomposed”. Powyższy Blindead pochodzi z Chile, i gra czystej maści death metal. W sumie dość wyraźnie ukierunkowany na pewien wzorzec, ale jednocześnie nie będący dokładną jego kopią. A mam na myśli amerykańską Massacre, bo to chyba ich płytę (debiut, bo późniejszych nawet nie biorę pod uwagę) Chilijczycy ukochali sobie najbardziej. Wydawnictwo to zawiera pięć ścieżek (wliczając intro), i trwa niecałe dwadzieścia minut. Ciężko napisać o tym cokolwiek finezyjnego, bowiem muzyka na nim zawarta wcale taka nie jest. To kolejna próba odgrzewania starego kotleta, odwzorowywania starych i sprawdzonych patentów, kultywowania grania z lat minionych, no nazywajcie sobie to jak chcecie. Zatem jedyną kwestią w takim przypadku jest to, czy chłopaki faktycznie czują klimat, i czy potrafią oddać swoją w swojej twórczości ducha lat minionych. W tym konkretnym przypadku trochę połowicznie. Owszem, nie można im zarzucić braku znajomości starej szkoły. Album ten bowiem spełnia wszelkie jej zasady. Jest mięsiście, ciężko, jest przy okazji odpowiedni groove, odpowiednie zagęszczenie gitar, klasyczne struktury oraz głęboki wokal. I nawet jeśli nie jest to żadne męczenie buły, to jednak słychać, że to followersi, a nie liderzy. Szczerze, to trochę mi brakuje w tym południowoamerykańskiego feelingu, który to zespołu z tamtego zakątka świata prawdopodobnie wysysają z mlekiem matki, a który mógłby te nagrania nieco podrasować. Jak wspomniałem, to raczej krótki materiał, więc kilka rundek z nim można zrobić, ale żeby na dłużej zagościł w moim odtwarzaczu, to raczej marne szanse. Kto łaknie drugoligowego metalu śmierci, niechaj sobie sprawdza. Dla mnie zespół jakich wiele.
- jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz