Ivoire
„Uragano”
Independent 2026
Ivoire
jest kapelą z Włoch, która właśnie wydaje swój debiutancki album. Nie są chyba
szerzej znani, bo żadnych, bliższych informacji o nich nie znalazłem, ale też
zbyt głęboko nie szukałem. Mniejsza z tym. Panowie grają przytłaczającą fuzję
black i sludge metalu, do której dokładają sporo elementów znanych z ujęć typu
„post”. Zatem obok zwyczajowego kostkowania dla wszystkich odłamów metalu,
dzięki „Uregano” dostajemy również pokaźną ilość atmosferycznych pasaży, które
zsyłają gęste pokłady melancholii, a ich głęboki i przytłaczający wymiar może
wpędzać w stupor tudzież trans. Reszta muzyki to leniwe i dość ciężkie riffy,
które płyną zwolna niekiedy przyspieszając, częstując małymi wybuchami energii,
nagromadzonej cierpliwie przez duszne gitarowe pływy. Te masywne i klimatyczne
akordy poruszają się w towarzystwie kontemplacyjnych tremolo i posępnych
wokali, które wspomagane są przez syntezatorowe tła, dźwięki pianina czy
saksofonu, co kreuje introspektywną aurę, o niestabilnej osobowości. Siedem
utworów, które serwują nieustanną huśtawkę emocji, wahających się między
depresją i totalnym spadkiem energii, a maniakalnym, dźwiękowym wirowaniem,
które bynajmniej wygodne w słuchaniu nie jest. To uwierająca i bardzo
intensywna muzyka, która pomimo swego niby spokojnego charakteru posiada
znaczne oddziaływanie, przygniatając wypełnioną mrokiem i ciągłym napięciem
atmosferą. Odmiana metalu nie dla każdego, a jeśli już, to nie na każdą chwilę,
bo trzeba być naprawdę w podłym nastroju, aby znieść te siedem kawałków jednym
ciurkiem. Najciekawszym wydaje się pierwszy „Le Catene dell’Estro”, który mocno
przypomina wczesne dokonania Beyond Dawn, ale przez kolejne także warto
przejść.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz