środa, 13 maja 2026

Recenzja Ivoire „Uragano”

 

Ivoire

„Uragano”

Independent 2026

Ivoire jest kapelą z Włoch, która właśnie wydaje swój debiutancki album. Nie są chyba szerzej znani, bo żadnych, bliższych informacji o nich nie znalazłem, ale też zbyt głęboko nie szukałem. Mniejsza z tym. Panowie grają przytłaczającą fuzję black i sludge metalu, do której dokładają sporo elementów znanych z ujęć typu „post”. Zatem obok zwyczajowego kostkowania dla wszystkich odłamów metalu, dzięki „Uregano” dostajemy również pokaźną ilość atmosferycznych pasaży, które zsyłają gęste pokłady melancholii, a ich głęboki i przytłaczający wymiar może wpędzać w stupor tudzież trans. Reszta muzyki to leniwe i dość ciężkie riffy, które płyną zwolna niekiedy przyspieszając, częstując małymi wybuchami energii, nagromadzonej cierpliwie przez duszne gitarowe pływy. Te masywne i klimatyczne akordy poruszają się w towarzystwie kontemplacyjnych tremolo i posępnych wokali, które wspomagane są przez syntezatorowe tła, dźwięki pianina czy saksofonu, co kreuje introspektywną aurę, o niestabilnej osobowości. Siedem utworów, które serwują nieustanną huśtawkę emocji, wahających się między depresją i totalnym spadkiem energii, a maniakalnym, dźwiękowym wirowaniem, które bynajmniej wygodne w słuchaniu nie jest. To uwierająca i bardzo intensywna muzyka, która pomimo swego niby spokojnego charakteru posiada znaczne oddziaływanie, przygniatając wypełnioną mrokiem i ciągłym napięciem atmosferą. Odmiana metalu nie dla każdego, a jeśli już, to nie na każdą chwilę, bo trzeba być naprawdę w podłym nastroju, aby znieść te siedem kawałków jednym ciurkiem. Najciekawszym wydaje się pierwszy „Le Catene dell’Estro”, który mocno przypomina wczesne dokonania Beyond Dawn, ale przez kolejne także warto przejść.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz