niedziela, 3 maja 2026

Recenzja Teufelsberg „Ignivore”

 

Teufelsberg

„Ignivore”

Under the Sign of Garazel 2026

Teufelsberg uderza po raz czwarty. Stąd też przypominanie sylwetki zespołu tym razem sobie daruję, bo każdy szanujący się maniak black metalu nazwę tę znać powinien. „Innivore” to cztery nowe kompozycje naszych rodaków, zamykające się w dwudziestu ośmiu minutach. Stylistycznie, a zarazem jakościowo, wielkich zmian tutaj nie ma. W znaczeniu, że nadal jest najwyższa półka czarciego grania. Tym razem jednak jest jakby bardziej surowo niż dotychczas. I to może nie pod względem samego brzmienia, bo to jest klasycznie nordyckie, lecz i struktury kompozycji. Te oparte są często na zapętlonych, napierających niczym szalejąca zamieć śnieżna tremolo. Ich intensywność zdecydowanie wpływa na obniżenie temperatury otoczenia oraz stężenie siarki w powietrzu. To prawdziwie diabelska nuta, pełna złości, buntu, i obrzydzenia  skierowanego w stronę wszelkich świętości. Na „Ignivore” panowie odstawili na boczny tor wszelkie urozmaicajki czy klimatyczne wstawki, pozostawiając jedynie śladowe ilości schowanych w tle i pojawiających się wyłącznie miejscowo klawiszy, czy przewijającej się w kilku momentach piszczałki na kształt fleta. To bardzo intensywny i bezpośredni  materiał. Może nie minimalistyczny, acz chwilami posiadający takie cechy. Choćby w przypadku ścieżek perkusji,  brzmiącej bardzo garażowo i wystukującej niemal punkowe rytmy. Także linie gitar są tu w dużej mierze proste, lecz jednocześnie nie pozbawione jadowitej melodii, będącej w sumie znakiem rozpoznawczym zespołu. Również pod względem wokali rządzi prostota. Szorstki krzyk, wyrażający uwielbienie zła, zarówno w języku angielskim jak i polskim, beż żadnego eksperymentowania czy niepotrzebnych udziwnień. Teufelsberg grają black metal w sposób do bólu tradycyjny, hołdujący wczesnym tradycjom, zrodzonym głównie na norweskiej ziemi. Robią to jednocześnie w sposób podobny do najwybitniejszych pionierów gatunku z krajowego podwórka z lat dziewięćdziesiątych, przez co można powiedzieć, iż ich twórczość jest kwintesencją polsko-norweskiego surowego grania sprzed dobrych trzydziestu lat. Jeśli mowa o kultywowaniu pierwotnej myśli czarnego metalu, to nie wyobrażam sobie, by można było to czynić lepiej niż zespoły pokroju Terrestrial Hospice, czy Teufelsberg właśnie. Pełna rekomendacja.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz