Teufelsberg
„Ignivore”
Under the Sign of Garazel 2026
Teufelsberg uderza po raz czwarty. Stąd też
przypominanie sylwetki zespołu tym razem sobie daruję, bo każdy szanujący się
maniak black metalu nazwę tę znać powinien. „Innivore” to cztery nowe kompozycje
naszych rodaków, zamykające się w dwudziestu ośmiu minutach. Stylistycznie, a
zarazem jakościowo, wielkich zmian tutaj nie ma. W znaczeniu, że nadal jest
najwyższa półka czarciego grania. Tym razem jednak jest jakby bardziej surowo
niż dotychczas. I to może nie pod względem samego brzmienia, bo to jest
klasycznie nordyckie, lecz i struktury kompozycji. Te oparte są często na
zapętlonych, napierających niczym szalejąca zamieć śnieżna tremolo. Ich
intensywność zdecydowanie wpływa na obniżenie temperatury otoczenia oraz
stężenie siarki w powietrzu. To prawdziwie diabelska nuta, pełna złości, buntu,
i obrzydzenia skierowanego w stronę
wszelkich świętości. Na „Ignivore” panowie odstawili na boczny tor wszelkie
urozmaicajki czy klimatyczne wstawki, pozostawiając jedynie śladowe ilości
schowanych w tle i pojawiających się wyłącznie miejscowo klawiszy, czy
przewijającej się w kilku momentach piszczałki na kształt fleta. To bardzo
intensywny i bezpośredni materiał. Może
nie minimalistyczny, acz chwilami posiadający takie cechy. Choćby w przypadku
ścieżek perkusji, brzmiącej bardzo
garażowo i wystukującej niemal punkowe rytmy. Także linie gitar są tu w dużej
mierze proste, lecz jednocześnie nie pozbawione jadowitej melodii, będącej w
sumie znakiem rozpoznawczym zespołu. Również pod względem wokali rządzi prostota.
Szorstki krzyk, wyrażający uwielbienie zła, zarówno w języku angielskim jak i
polskim, beż żadnego eksperymentowania czy niepotrzebnych udziwnień. Teufelsberg
grają black metal w sposób do bólu tradycyjny, hołdujący wczesnym tradycjom,
zrodzonym głównie na norweskiej ziemi. Robią to jednocześnie w sposób podobny
do najwybitniejszych pionierów gatunku z krajowego podwórka z lat
dziewięćdziesiątych, przez co można powiedzieć, iż ich twórczość jest
kwintesencją polsko-norweskiego surowego grania sprzed dobrych trzydziestu lat.
Jeśli mowa o kultywowaniu pierwotnej myśli czarnego metalu, to nie wyobrażam
sobie, by można było to czynić lepiej niż zespoły pokroju Terrestrial Hospice,
czy Teufelsberg właśnie. Pełna rekomendacja.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz