niedziela, 3 maja 2026

Recenzja Hexenaltar „Descending Curse”

 

Hexenaltar

„Descending Curse”

Godz ov War 2026

„Nikt się nie spodziewał, ale każdy chciał!” Rozśmieszyło mnie troszkę to hasło wydawnicze, które rzucił włodarz Godz ov War na Fejsbuczku. Serio? Każdy? No chyba że statystyki sprzedaży wcześniejszych wydawnictw Hexenaltar przekraczają moje wyobrażenie, w co jednak śmiem wątpić. Przede wszystkim mając na uwadze muzykę, jaką Hexenaltar tworzą. I na niej może jednak się skupmy, a nie na chwaleniu własnego konia, czy jakoś tak. Jak zaznajomieni w temacie, bo z innymi nie gadam, wiedzieć powinni, Hexenaltar grają nieco zblackowiony thrash metal pochodzenia teutońskiego, zwłaszcza spod znaku nieświętej trójcy, której imiona każdy zna. Czy pełen album zespołu wnosi do jego stylistyki coś nowego? Trochę tak, a przynajmniej pod względem balansu między tymi dwoma gatunkami. Wspomniane „nieco” w przypadku „Descending Curse” urosło tym razem w siłę. Trzeba przyznać otwarcie, że „Descending Curse” jest krążkiem zdecydowanie bardziej blackmetalowym. Jednocześnie korzenia thrashowe są tutaj także wyraźnie wyczuwalne. Przede wszystkim sekcja rytmiczna w wielu miejscach działa dokładnie tak, jak dudniło się w latach osiemdziesiątych. Trochę siermiężnie, z punkowym sznytem, bez większych finezji, byle tylko utrzymać w miarę konkretne tempo. Podobnie jak wokal, na pewno bardziej w stylu deaththrashowym niż późniejszym. Oczywiście, jako iż wspomniałem o black metalu, jest tu również wiele fragmentów szybszych, a wtedy do akcji wchodzą już blasty. Wówczas skojarzenia nasuwają się, przynajmniej mi, jednoznaczne. W co najmniej trzech kompozycjach bardzo mocno zajeżdża mi tu Mardukiem z okresu „Nightwing” czy „Panzer Division Marduk”, a melodie gitarowe w „Xecutioner’s Spell” są bardzo zbliżone do tych z „Beast of Prey”. Nie posądzam bynajmniej chłopaków o kopiowanie, bo plagiatem trudno to nazwać, ale przyrównać sobie mogę, prawda? Będąc nadal w temacie, zdecydowanie więcej tu nordyckiego riffowania niż klasycznych patentów zza naszej zachodniej granicy, choć i takie się miejscami zdarzają (choćby w „Apocalyptic Domination” czy „Maledictus Abyss”). Pomijając „Intro” i końcówkę „Toture of Death” Hexenaltar raczej nie dają nam chwili na złapanie oddechu, serwując dwadzieścia siedem minut mieszanki oldskulowego, mocno drapieżnego black / thrash metalu na bardzo wysokim poziomie. A to, że sobie akurat przenieśli balans na drugą nóżkę, o niczym jeszcze nie świadczy. Co najwyżej o tym, że muzyka w ich wykonaniu nie jest ani planowana, ani na siłę trzymana w sztywnych ramach. „Podoba mi się „Descending Curse”. Na tyle, że mogę bez wątpienia stwierdzić, iż to najbardziej dojrzały i konkretny materiał z obozu Hexenaltar. Pełna rekomendacja!

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz