Hexenaltar
„Descending Curse”
Godz ov War 2026
„Nikt się nie spodziewał, ale każdy chciał!” Rozśmieszyło
mnie troszkę to hasło wydawnicze, które rzucił włodarz Godz ov War na
Fejsbuczku. Serio? Każdy? No chyba że statystyki sprzedaży wcześniejszych
wydawnictw Hexenaltar przekraczają moje wyobrażenie, w co jednak śmiem wątpić.
Przede wszystkim mając na uwadze muzykę, jaką Hexenaltar tworzą. I na niej może
jednak się skupmy, a nie na chwaleniu własnego konia, czy jakoś tak. Jak
zaznajomieni w temacie, bo z innymi nie gadam, wiedzieć powinni, Hexenaltar
grają nieco zblackowiony thrash metal pochodzenia teutońskiego, zwłaszcza spod
znaku nieświętej trójcy, której imiona każdy zna. Czy pełen album zespołu wnosi
do jego stylistyki coś nowego? Trochę tak, a przynajmniej pod względem balansu
między tymi dwoma gatunkami. Wspomniane „nieco” w przypadku „Descending Curse”
urosło tym razem w siłę. Trzeba przyznać otwarcie, że „Descending Curse” jest krążkiem
zdecydowanie bardziej blackmetalowym. Jednocześnie korzenia thrashowe są tutaj
także wyraźnie wyczuwalne. Przede wszystkim sekcja rytmiczna w wielu miejscach
działa dokładnie tak, jak dudniło się w latach osiemdziesiątych. Trochę
siermiężnie, z punkowym sznytem, bez większych finezji, byle tylko utrzymać w
miarę konkretne tempo. Podobnie jak wokal, na pewno bardziej w stylu
deaththrashowym niż późniejszym. Oczywiście, jako iż wspomniałem o black
metalu, jest tu również wiele fragmentów szybszych, a wtedy do akcji wchodzą
już blasty. Wówczas skojarzenia nasuwają się, przynajmniej mi, jednoznaczne. W
co najmniej trzech kompozycjach bardzo mocno zajeżdża mi tu Mardukiem z okresu
„Nightwing” czy „Panzer Division Marduk”, a melodie gitarowe w „Xecutioner’s
Spell” są bardzo zbliżone do tych z „Beast of Prey”. Nie posądzam bynajmniej
chłopaków o kopiowanie, bo plagiatem trudno to nazwać, ale przyrównać sobie
mogę, prawda? Będąc nadal w temacie, zdecydowanie więcej tu nordyckiego
riffowania niż klasycznych patentów zza naszej zachodniej granicy, choć i takie
się miejscami zdarzają (choćby w „Apocalyptic Domination” czy „Maledictus
Abyss”). Pomijając „Intro” i końcówkę „Toture of Death” Hexenaltar raczej nie
dają nam chwili na złapanie oddechu, serwując dwadzieścia siedem minut
mieszanki oldskulowego, mocno drapieżnego black / thrash metalu na bardzo
wysokim poziomie. A to, że sobie akurat przenieśli balans na drugą nóżkę,
o niczym jeszcze nie świadczy. Co najwyżej o tym, że muzyka w ich wykonaniu nie
jest ani planowana, ani na siłę trzymana w sztywnych ramach. „Podoba mi się
„Descending Curse”. Na tyle, że mogę bez wątpienia stwierdzić, iż to
najbardziej dojrzały i konkretny materiał z obozu Hexenaltar. Pełna
rekomendacja!
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz