piątek, 22 maja 2026

Recenzja Desolus „Dwellers of the Twilight Void”

 

Desolus

„Dwellers of the Twilight Void”

Hells Headbangers 2026

Niedawno, bo piętnastego maja, swoją drugą płytę wydali amerykańscy specjaliści od niemieckiego thrashu. Panowie kontynuują na nim swoje szaleństwo, z którego wieje Kreatorem i momentami innym Exumerem. Dziesięć numerów, które hołdują batożeniu w stylu lat osiemdziesiątych. Ostre gitary, dźwięczny bas, naturalnie brzmiąca perkusja i warczące wokalizy, które przechodzą w piskliwe wrzaski. Klasyka na całego, która może być posądzona o kopiowanie, ale to byłby błąd, bo Desolus wiele rzeczy robi na swoją modłę. Zwłaszcza w średnich tempach potrafi nieźle zapętlić i poczęstować krótką solówką na basie lub uderzyć w mroczne i nieprzyjazne rejony, zsyłając diabelskimi akordami trochę czarnej magii. To intensywny thrash, który nieustannie zmienia swoje tempo, płynnie przechodząc z jednego w drugie. Podobnie jest z riffami, które lecą bez wysiłku i tak też zmieniają kierunek. Momentami jest tutaj trochę szybciej niż na poprzednim krążku, ponieważ Amerykanie okresowo uderzają silnie i z niezwykłą prędkością, ocierając się o rejony speed metalowe, przypominając wtedy Slayer z pierwszych dwóch albumów. To totalnie nic oryginalnego, lecz dobrze znanego. Nic w tym złego, bo skomponowane jest z jajem i zagrane z lekkością. Tradycyjny thrash o odpowiednio naostrzonych kłach i pazurach, którymi robi niemałe kuku. Desolus nie oglądając się na współczesne trendy, nakurwia siarczyście i wprost, zgodnie z zasadami klasycznego podejścia do thrash metalu, którego słuchanie powinno zadawać ból i oblepiać brudem. W przypadku tego kwartetu jest też wartość dodana w postaci satanicznego podtekstu, co niewątpliwe nadaje „Dwellers of the Twilight Void” mocy wyrazu. Polecam. Solidny i spuszczający tęgie lanie materiał.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz