Desolus
„Dwellers
of the Twilight Void”
Hells Headbangers 2026
Niedawno,
bo piętnastego maja, swoją drugą płytę wydali amerykańscy specjaliści od
niemieckiego thrashu. Panowie kontynuują na nim swoje szaleństwo, z którego
wieje Kreatorem i momentami innym Exumerem. Dziesięć numerów, które hołdują
batożeniu w stylu lat osiemdziesiątych. Ostre gitary, dźwięczny bas, naturalnie
brzmiąca perkusja i warczące wokalizy, które przechodzą w piskliwe wrzaski.
Klasyka na całego, która może być posądzona o kopiowanie, ale to byłby błąd, bo
Desolus wiele rzeczy robi na swoją modłę. Zwłaszcza w średnich tempach potrafi
nieźle zapętlić i poczęstować krótką solówką na basie lub uderzyć w mroczne i
nieprzyjazne rejony, zsyłając diabelskimi akordami trochę czarnej magii. To
intensywny thrash, który nieustannie zmienia swoje tempo, płynnie przechodząc z
jednego w drugie. Podobnie jest z riffami, które lecą bez wysiłku i tak też
zmieniają kierunek. Momentami jest tutaj trochę szybciej niż na poprzednim
krążku, ponieważ Amerykanie okresowo uderzają silnie i z niezwykłą prędkością,
ocierając się o rejony speed metalowe, przypominając wtedy Slayer z pierwszych
dwóch albumów. To totalnie nic oryginalnego, lecz dobrze znanego. Nic w tym
złego, bo skomponowane jest z jajem i zagrane z lekkością. Tradycyjny thrash o
odpowiednio naostrzonych kłach i pazurach, którymi robi niemałe kuku. Desolus
nie oglądając się na współczesne trendy, nakurwia siarczyście i wprost, zgodnie
z zasadami klasycznego podejścia do thrash metalu, którego słuchanie powinno
zadawać ból i oblepiać brudem. W przypadku tego kwartetu jest też wartość
dodana w postaci satanicznego podtekstu, co niewątpliwe nadaje „Dwellers of the
Twilight Void” mocy wyrazu. Polecam. Solidny i spuszczający tęgie lanie
materiał.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz