Junon
„The
Golden Citadel of the Astral Sphere”
I, Voidhanger Records 2026
Junon
jest Niemką i swoją ksywką nazwała ten projekt w 2022 roku. Po czterech latach
tworzenia, czego przedsmak w postaci demosa otrzymaliśmy rok wcześniej, teraz dostajemy
debiutancką płytę. Składają się na nią dwa kawałki ze wspomnianego „Promo
MMXXV” i dwie nowe kompozycje. Muzyka w wykonaniu Junon jest upiorna, podobnie
jak zdjęcie artystki dołączone do materiału promocyjnego. To mroczny i
pokręcony black metal, skonstruowany z płynących w jednostajnym tempie tremolo,
z których wydobywają się nieprzyjazne harmonie. Formy te okresowo wpadają w
dysonansowe rejony, które przeplatane z rytualnymi akordami stanowią o wymowie
tego albumu. Wymowa zaś jest dość diaboliczna, co podkreślają awangardowe
rozwiązania aranżacyjne, które Junon czerpie z psychodelicznego rocka, opery i
innych, awangardowych brzmień. Mieszanka ta, kreuje black metal o
psychodelicznym i niekiedy teatralnym charakterze, co objawia się nie tylko w
niekonwencjonalnych połączeniach diabelskich tremolo z połamanymi i
atmosferycznymi akordami, ale również w całej gamie wokaliz, które wydobywają
się z gardła tej niemieckiej artystki. Black metal, który nie jest łatwy w
odbiorze i dla delikatniejszych uszu może wydać się uwierający bądź
niezrozumiały. To podziemna i narkotyczna manifestacja, w której nie
znajdziecie nic, jeśli szukacie melodyjności czy jakichś kosmicznych uniesień,
bo „The Golden Citadel…” jest surową wręcz piwniczną awangardą, będącą fuzją
drugiej fali z eksperymentalnymi zabiegami, co zrodziło odstręczającą wersję
tego gatunku. Z jednej strony minimalistyczny, a z drugiej wypełniony po brzegi
pomysłami, które oprócz satanicznego mistycyzmu niosą ze sobą obrzydliwe i powykręcane
nuty. Niepokojący, momentami odjechany, diaboliczny materiał, przez który warto
przebrnąć i postarać się go zrozumieć. Jeśli to się stanie, to już z wami
koniec, bo odwdzięczy się, wpędzając was w obłęd.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz