niedziela, 31 maja 2026

Recenzja Fournier „Fournier”

 

Fournier

„Fournier”

Caligari Rec. 2026

Ciekaw jestem, ile z was potrafiłoby odczytać nazwę zespołu, gdybym wrzucił tu jedynie okładkę, bez podpisu. Ja bym pewnie poległ już na pierwszej literce. To jednak nie jedyna zagadka. Z tego, co można wyczytać w Encyklopedii, w zespole figuruje człowiek, niejaki Lepper (ale nie Andrzej, tylko Jef, tak, przez jedno „f”), który obsługuje bas oraz perkusję, choć zgaduję, że nie jednocześnie, oraz pan Quintin, który… chuj wie, co w zespole robi. Może po prostu zapierdala chłopakom po fajki i browary podczas prób. No ale dość tych ciekawostek przyrodniczych. „Fournier” to debiutanckie demo zespołu, zawierające cztery kompozycje zamykające się w niecałych dwudziestu minutach. Mimo iż panowie z Zelandii pochodzą Nowej, to żadnych lądów muzycznych bynajmniej nie odkrywają. Grają sobie za to death metal. A jaki death metal, zapewne zapytacie. A taki, którego głównym filarem mógłby być Morbid Angel z okresu literki „F”, choć chwilami zdarza się, że panowie zerkną też bardziej w kierunku początku alfabetu. Kompozycje Fournier cechuje na pewno mocny, brutalny riff oraz płynący z kompozycji ciężar. Chwilami można poczuć się, jakby przejeżdżał po nas co najmniej spychacz, z rytmicznie trajkoczącym silnikiem, ale… Fournier niezaprzeczalnie stronią od jednolitości. Weźmy na warsztat taki „Supreme Ornaments”, bo ten utwór mógłby chyba dobrym reprezentantem całości. Początek trochę przypominający Death (zresztą dziedzictwo Chucka pojawia się nie tylko tu), wyczekiwacz na jedną gitarę, wejście taranem w stylu „Rapture”, trochę klasyki na d-beacie, przyspieszenie, nagły hamulec i ponownie Morbid Angel w średnim tempie z szybkimi centralami. Pod koniec zwolnienie z delikatniejszą melodią i wystukującą jakby „swoje” rytmy perkusją. W międzyczasie oczywiście głębokie growle, takie z gatunku mniej czytelnych. Ale jak już o perkusji wspomniałem, to podoba mi się co robi ten facet, bo jego styl gry nie jest do końca typowy i czasem można wyłapać niezłe patenty w jego wykonaniu. Niezłe wrażenie robią też wioślarze, niejednokrotnie łamiąc rytm, albo płynnie przechodząc z riffu w riff. Poza brutalizą, potrafią też troszkę zakręcić, na tyle, że przez sekundę może pojawić się w głowie myśl pod tytułem „Obscura” (mi mignęła w drugiej połowie „An Angel With a Bullet”). Demo kończy mroczny odprowadzacz, zresztą w tym samym tonie co „wprowadzacz”, dzięki czemu materiał zyskuje swoistą otoczkę. No i co? No i to, że Fournier nagrali bardzo dobre demo, w staroszkolnym klimacie, o staroszkolnym brzmieniu i naturze, łącząc ze sobą wpływy z nie tylko jednego garnka. Mi się podoba.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz