Fournier
„Fournier”
Caligari Rec. 2026
Ciekaw jestem, ile z was potrafiłoby odczytać nazwę
zespołu, gdybym wrzucił tu jedynie okładkę, bez podpisu. Ja bym pewnie poległ
już na pierwszej literce. To jednak nie jedyna zagadka. Z tego, co można
wyczytać w Encyklopedii, w zespole figuruje człowiek, niejaki Lepper (ale nie
Andrzej, tylko Jef, tak, przez jedno „f”), który obsługuje bas oraz perkusję,
choć zgaduję, że nie jednocześnie, oraz pan Quintin, który… chuj wie, co w
zespole robi. Może po prostu zapierdala chłopakom po fajki i browary podczas
prób. No ale dość tych ciekawostek przyrodniczych. „Fournier” to debiutanckie
demo zespołu, zawierające cztery kompozycje zamykające się w niecałych
dwudziestu minutach. Mimo iż panowie z Zelandii pochodzą Nowej, to żadnych
lądów muzycznych bynajmniej nie odkrywają. Grają sobie za to death metal. A
jaki death metal, zapewne zapytacie. A taki, którego głównym filarem mógłby być
Morbid Angel z okresu literki „F”, choć chwilami zdarza się, że panowie zerkną
też bardziej w kierunku początku alfabetu. Kompozycje Fournier cechuje na pewno
mocny, brutalny riff oraz płynący z kompozycji ciężar. Chwilami można poczuć
się, jakby przejeżdżał po nas co najmniej spychacz, z rytmicznie trajkoczącym
silnikiem, ale… Fournier niezaprzeczalnie stronią od jednolitości. Weźmy na
warsztat taki „Supreme Ornaments”, bo ten utwór mógłby chyba dobrym
reprezentantem całości. Początek trochę przypominający Death (zresztą
dziedzictwo Chucka pojawia się nie tylko tu), wyczekiwacz na jedną gitarę, wejście
taranem w stylu „Rapture”, trochę klasyki na d-beacie, przyspieszenie, nagły
hamulec i ponownie Morbid Angel w średnim tempie z szybkimi centralami. Pod
koniec zwolnienie z delikatniejszą melodią i wystukującą jakby „swoje” rytmy
perkusją. W międzyczasie oczywiście głębokie growle, takie z gatunku mniej
czytelnych. Ale jak już o perkusji wspomniałem, to podoba mi się co robi ten
facet, bo jego styl gry nie jest do końca typowy i czasem można wyłapać niezłe
patenty w jego wykonaniu. Niezłe wrażenie robią też wioślarze, niejednokrotnie
łamiąc rytm, albo płynnie przechodząc z riffu w riff. Poza brutalizą, potrafią
też troszkę zakręcić, na tyle, że przez sekundę może pojawić się w głowie myśl
pod tytułem „Obscura” (mi mignęła w drugiej połowie „An Angel With a Bullet”).
Demo kończy mroczny odprowadzacz, zresztą w tym samym tonie co „wprowadzacz”,
dzięki czemu materiał zyskuje swoistą otoczkę. No i co? No i to, że Fournier
nagrali bardzo dobre demo, w staroszkolnym klimacie, o staroszkolnym brzmieniu
i naturze, łącząc ze sobą wpływy z nie tylko jednego garnka. Mi się podoba.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz