wtorek, 26 maja 2026

Recenzja Liminal Sky „All Tomorrow's Darkness”

 

Liminal Sky

„All Tomorrow's Darkness”

Karisma Rec. 2026

Po Liminal Sky sięgnąłem trochę przypadkowo. Bo ani nie jestem specjalnym fanem Ulver, ani niewiele znam z twórczości Hexvessel, a to właśnie muzycy tych zespołów, między innymi, wchodzą w skład rzeczonego projektu. Stwierdziłem jednak, że czasem trzeba się odchamić i posłuchać czego innego niż tylko hałasu. „All Tomorrow’s Darkness” to niemal godzina grania z gatunku post-rock. Przyznam, że już pierwszej chwili dość mocno skojarzyło mi się to z późną Katatonią, środkowym okresem Ulver, czy też Anathemą, z czasów, kiedy zespół ten przestał mieć z metalem cokolwiek wspólnego. Czy to dobre rekomendacje? Nie wiem, pewnie zależy dla kogo. Prawda jest taka, że jeśli ktoś lubuje się w melancholijnym graniu, z mnóstwem łagodnych melodii, sporą ilością fragmentów akustycznych, i wszechobecną atmosferą melancholii, zapewne będzie tym krążkiem zachwycony. Nie powiem, też zdarza mi się nurkować w takich spokojnych wodach, aczkolwiek warunek, bym poczuł się „oczyszczony” musi być jeden. Muzyka musi mieć w sobie to „coś”, wciągnąć, zahipnotyzować, oczarować. „All Tomorrow’s Sky” teoretycznie spełnia te wymagania. Niestety, tylko teoretycznie. Poszczególne piosenki na tym wydawnictwie są w zasadzie oparte o te same pomysły, co po maksymalnie dwudziestu minutach powoduje nieodparte ziewanie. Myślę, że gdybym porównał Liminal Sky do wspomnianej na wstępie Katatonii z ostatnich lat, to dużo bym się nie pomylił. Bo pod względem warsztatu nie ma się tutaj do czego przyczepić (cholera, może właśnie z tego powodu, że melodie na tych kompozycjach są oparte o banalne linie melodyczne). Wokalnie też jest dobrze, ale nie samymi wokalami płyta stoi, bo Renske ma przecież niesamowity głos. Pojawiają się tutaj różne urozmaicajki pod tytułem żeńskie wokale (cały „Penance” zaśpiewała pani Karen Park, czyli jednak z Katatonią ma ten album coś więcej wspólnego niż tylko moje urojenia) czy partie saksofonu, ale ogólnie wieje nudą. Poza wspomnianą Karen, album ten zaszczycili udziałem inni, jak mniemam znamienici, goście, acz w moim przypadku robi to różnicę… żadną. Miałem nadzieję na fajny, wyciszający album, dostałem piosenki nużące i usypiające. Może Liminal Sky nastawieni są na inny poziom wrażliwości, może do was trafią wyraźniej, nie wiem. Ja sobie zmrużyłem oko, ale czas wstawać i wracać do bardziej „swojskich klimatów”. Nic tu po mnie.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz