Liminal
Sky
„All Tomorrow's Darkness”
Karisma Rec. 2026
Po Liminal Sky sięgnąłem trochę przypadkowo. Bo ani
nie jestem specjalnym fanem Ulver, ani niewiele znam z twórczości Hexvessel, a
to właśnie muzycy tych zespołów, między innymi, wchodzą w skład rzeczonego projektu.
Stwierdziłem jednak, że czasem trzeba się odchamić i posłuchać czego innego niż
tylko hałasu. „All Tomorrow’s Darkness” to niemal godzina grania z gatunku
post-rock. Przyznam, że już pierwszej chwili dość mocno skojarzyło mi się to z
późną Katatonią, środkowym okresem Ulver, czy też Anathemą, z czasów, kiedy
zespół ten przestał mieć z metalem cokolwiek wspólnego. Czy to dobre
rekomendacje? Nie wiem, pewnie zależy dla kogo. Prawda jest taka, że jeśli ktoś
lubuje się w melancholijnym graniu, z mnóstwem łagodnych melodii, sporą ilością
fragmentów akustycznych, i wszechobecną atmosferą melancholii, zapewne będzie
tym krążkiem zachwycony. Nie powiem, też zdarza mi się nurkować w takich
spokojnych wodach, aczkolwiek warunek, bym poczuł się „oczyszczony” musi być
jeden. Muzyka musi mieć w sobie to „coś”, wciągnąć, zahipnotyzować, oczarować.
„All Tomorrow’s Sky” teoretycznie spełnia te wymagania. Niestety, tylko
teoretycznie. Poszczególne piosenki na tym wydawnictwie są w zasadzie oparte o
te same pomysły, co po maksymalnie dwudziestu minutach powoduje nieodparte
ziewanie. Myślę, że gdybym porównał Liminal Sky do wspomnianej na wstępie
Katatonii z ostatnich lat, to dużo bym się nie pomylił. Bo pod względem
warsztatu nie ma się tutaj do czego przyczepić (cholera, może właśnie z tego
powodu, że melodie na tych kompozycjach są oparte o banalne linie melodyczne).
Wokalnie też jest dobrze, ale nie samymi wokalami płyta stoi, bo Renske ma
przecież niesamowity głos. Pojawiają się tutaj różne urozmaicajki pod tytułem
żeńskie wokale (cały „Penance” zaśpiewała pani Karen Park, czyli jednak z
Katatonią ma ten album coś więcej wspólnego niż tylko moje urojenia) czy partie
saksofonu, ale ogólnie wieje nudą. Poza wspomnianą Karen, album ten zaszczycili
udziałem inni, jak mniemam znamienici, goście, acz w moim przypadku robi to różnicę…
żadną. Miałem nadzieję na fajny, wyciszający album, dostałem piosenki nużące i
usypiające. Może Liminal Sky nastawieni są na inny poziom wrażliwości, może do
was trafią wyraźniej, nie wiem. Ja sobie zmrużyłem oko, ale czas wstawać i
wracać do bardziej „swojskich klimatów”. Nic tu po mnie.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz