czwartek, 28 maja 2026

Recenzja Harms „Rebirth of the Cold”

 

Harms

„Rebirth of the Cold”

Time To Kill Records 2026

Harms jest pięcioosobową kapelą z Finlandii, która powstała w 2017 roku. Mają już na koncie debiutancki album, demosa i epkę, a ósmego maja wrócili z kolejnym krążkiem. Finowie grają dość nowoczesną muzykę metalową, opartą o metalcore, ale kilka innych składników w ich muzyce można znaleźć. Poza typowymi akordami dla wspomnianego gatunku, Harms wplata do swoich kompozycji sporo sludge’owych uderzeń, które wbijają w glebę lub oblepiają mułem. Poza nimi można tu spotkać także sporo mizantropijnych tremolo oraz nastrojowych wtrętów, zaczerpniętych z nu metalowych produkcji. Najnowsza płyta od tego kwintetu, to nowoczesne rzępolenie, które nie jest pozbawione ciężkości i mroku. Pełno tu również przygnębiającej nostalgii czy smutku. To także mnóstwo negatywnych emocji, które zespół wydobywa z siebie za pomocą miażdżących riffów, przeplatanych z intensywnymi, wysokotonowymi zagrywkami, a wszystko urozmaica przysadzistym corem i przywołanymi wyżej, przytłaczającymi melodiami o atmosferycznej i nieco nostalgicznej proweniencji. Muzyka od Harms jest może współczesna czy modernistyczna i kręci się głównie wokół post metalowych brzmień, ale nie brakuje jej mocy, która rośnie w każdym kawałku stopniowo, aby w końcu eksplodować z pełną siłą rażenia. To dobrze skonstruowane zestawienie introspektywnych i delikatniejszych form z silnymi atakami, które tworzą twardą ścianę dźwięku. Zwarte, mosiężne struktury, ciemność, chłód i sporo emocji, a wszystko wyssane z fińskiej nocy, krajobrazu i rzeczywistości. Zapisany na pięciolinii obraz współczesnych lęków, nerwic i rozterek, wybuchający na przemian ogniem i lodem, który powinien spodobać się miłośnikom metalowego grania, wywodzącym się z najnowszej generacji fanów.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz