piątek, 15 maja 2026

Recenzja Nocturnal Departure „Spiritual Cessation”

 

Nocturnal Departure

„Spiritual Cessation”

Hells Headbangers 2026

To już trzeci długograj w karierze tego kanadyjskiego kwartetu. Na najnowszym „Spiritual Cessation” Nocturnal Departure kontynuuje tworzenie black metalu, ale w stosunku do poprzedniego wydawnictwa, w muzykowaniu Kanadyjczyków można dostrzec pewne zmiany. Zapewne jest to spowodowane tym, że w grupie pojawiło się dwóch nowych załogantów, którzy wnieśli do diabelszczyzny tej brygady mały powiew świeżości. Jej postać to głównie większa melodyjność kompozycji jak i poszerzenie dotychczasowych sposobów na kostkowanie o inne jego formy, które okresowo urozmaicają aranżacje oraz wprowadzają nieco klasycznych i klimatycznych wpływów. Wyraźnie odstąpiono także od odjazdów w kierunku war metalowym, przez co barbarzyńskość i stęchły zapach znad Ross Bay, stał się mniej wyczuwalny.  Reszta to już zwyczajowe granie dla Nocturnal Departure, na które składają się thrashowe riffy, zimne i coraz częściej chwytliwe tremolo, a także szalone blasty. Nie brakuje tutaj również powykręcanych solówek i tradycyjnych, black metalowych bujanek, świadczących o tym, że skandynawski sznyt i dziedzictwo nie są tym panom obce. W dalszym ciągu Nocturnal Departure hołduje surowemu stylowi, rzępoląc na twardo i wysoko nastrojonych gitarach, wspomaganych przez dudniącą sekcję rytmiczną i szatańskie wrzaski, które niekiedy przeistaczają się w całkiem niskie growle. Jednakże tym razem jest jakby subtelniej, mniej agresywnie i wojowniczo. Za to kawałki obdarowane zostały większą dbałością o szczegóły, płynniejszymi zmianami między akordami i ich rytmem oraz różnorodnością tychże. Czy obecne oblicze black metalu od Nocturnal Departure przypadnie fanom tej kapeli do gustu, nie wiem. Kilka dobrych momentów można tu znaleźć, lecz jako całość, mi średnio wchodzi. Sprawdźcie, bo to cały czas solidna „czarnina”, tyle że na słodko, a ja wolę jednak kwaśną.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz