Ysigim
„Ain Soph Or”
Black Flame Rebellion 2026 (Re-issue)
Na przestrzeni ostatnich lat wiele razy wyrażałem
swoją opinię na temat wykopywanych z przeszłości, rzekomych “diamentów”. Niektóre
faktycznie zasługiwały na takie miano, jednak większość było zwykłymi
przeciętniakami, wciskanymi publice na siłę przy pomocy wyniosłych haseł.
Warszawski Ysigim, w chwili kiedy wydawał debiutancki album, tez wydawał mi się
średniakiem. Może dlatego, że wówczas nie ogarniałem ich twórczości, tudzież
wydawała mi się ona zbyt… „dziwna”. Dopiero po latach dotarłem do jej rdzenia,
płacąc zresztą niemałe pieniądze za CD „Whispers”, wydany przez
Wild Rags. Zacznijmy od tego, iż „Ain
Soph Or” określany jest jako pierwszy polski funeral doom. Jeśli to jest
funeral doom, to ja jestem Matka Teresa. Ta muzyka może i ma coś wspólnego w
rzeczonym gatunkiem, ale według mnie stoi od niego w sporej odległości. A na pewno
jest nietypowa. Od czego by tu zacząć… Może od tego, że materiał ten jest
bardzo mozolny, dziś można by powiedzieć, że dronowy. Akcja toczy się tu
niespecjalnie wartko, można wręcz powiedzieć, że jest niczym gęsta zawiesina,
sącząca się przez małżowiny słuchacza. Słowo „zawiesina” nie jest tu bezpodstawne, bowiem brzmienie tych nagrań
stanowić może dla współczesnego słuchacza barierę nie do przebicia. Wyobraźcie
sobie buczący bas, ogarniający was ze wszystkich stron, a dopiero za jego
kotarą przebijające się powolne riffy, często zapętlone, schizoidalne,
narkotyczne, w towarzystwie natrętnych jęków, rodem ze szpitala dla obłąkanych,
albo z najgłębszej komnaty piekła, i charczącego, zupełnie nieczytelnego wokalu.
To tylko w przypadku kompozycji bardziej „metalowych”, bo jako interludia
pojawiają się tu przerywniki czysto instrumentalne, ambientowe, nie mniej
mroczne i tajemnicze niż cała reszta. Z perspektywy czasu mógłbym zaryzykować
stwierdzenie, że Ysigim wyprzedzili swój czas, nagrywając coś, co po latach
rozwinęło się pod pojęciem drone / doom. I to też nie do końca, bo tak naprawdę
nikt potem nie zagrał niczego podobnego do „Ain Soph Or”. To naprawdę fantastyczny
album, jedyny w swoim rodzaju, i tylko żal, że w chwili premiery przeszedł, przynajmniej nad Wisłą, niemal niezauważony. Pewnie i dziś nie każdy go ogarnie, bo,
jak wspomniałem, nie jest to materiał łatwy. Ale jak już wejdzie, to potrafi
autentycznie przewartościować system wartości. I faktycznie jest diamentem z przeszłości.
Cieszę się ogromnie, że Black Flame Rebellion zdecydowali się na to wznowienie.
Ja swoją kopię zamówiłem chwilę po premierze. Czyńcie zatem na podobieństwo
moje, dobrze wam radzę.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz