wtorek, 12 maja 2026

Recenzja Scarab „Transmutation of Fate”

 

Scarab

„Transmutation of Fate”

Brutal Records 2026

Egipski Scarab nie rozpieszcza swoich fanów nowymi nagraniami, bo od kiedy powstał, a było to w 2006 roku, wydał zaledwie trzy płyty i razem z „Transmutation of Fate”, dwie epki. Najnowsza z nich to cztery numery w death metalowym tonie, który jak na Egipcjan przystało, został wzbogacony o bliskowschodnie wpływy, co nie dziwi, bo sekstet ten robi taką muzę od początku swego istnienia. Nie raz porównywano go do Nile czy Morbid Angel, ale na tym wydawnictwie, oczywiście poza elementami egipskimi, jakoś tego specjalnie nie słychać. Death metal w ich wykonaniu jest muzyką, w której sporo się dzieje, ponieważ tutejsze aranżacje bogate są w zmiany tempa i rodzaje kostkowania. Całość została upiększona przez klawiszowe wstawki i różne przerywniki, a wszystko rzecz jasna w „pustynnych” klimatach. Panowie dwoją się i troją, aby uatrakcyjnić odbiór swojego deta, serwując bezustanny kołowrotek, złożony z rzęsistych blastów, atmosferycznych i miażdżących zwolnień, mistycznych tremolo i tajemniczo brzmiących solówek. Akordy, ornamentyka, syntezatorowe tła i wokale, które okresowo z growli przechodzą w groźne, kapłańskie zaśpiewy, tworzą iście egipską atmosferę, z której kipi duch starożytnej magii faraońskich kapłanów. Poza tym, to niezwykle intensywny metal śmierci, który działa jak doskonale naoliwiona maszyna bez żadnych luzów. Każdy składnik i jego miejsce w jej budowie został starannie przemyślany, co wykreowało dość obrazową gędźbę, wypełnioną różnorodnymi rozwiązaniami i technicznymi zagrywkami. Pomimo dużego nasycenia formami i wręcz kinematograficznym rozmachem, materiał ten nie wydaje się przeładowany. Niemniej jednak jest to ujęcie z tych atrakcyjnych, dobrze brzmiących i z pewnością spodoba się fanom Nile, Nader Sadek czy innych tworów w stylu Decapitated.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz