Dauþuz
„Todeswerk:
Uranium II”
Amor Fati 2026
Na
nowym albumie Dauþuz kontynuuje swoje górnicze opowieści, wykorzystując do tego
black metalowe dźwięki. Tym razem jest to osiem utworów, które nie oferują
niczego nowego, bo są płynną, kolejną odsłoną historii przedstawionej na
poprzednim krążku. To tradycyjne dla tego zespołu ujęcie diabelszczyzny w
dalszym ciągu oferuje muzę opartą na wzorcach z lat dziewięćdziesiątych.
Mieszanka tremolo i thrashowego kostkowania, która płynie w zmiennych tempach,
na przemian hipnotyzując i zasypując agresywnymi blastami. Oprócz zwyczajowych
dla tego gatunku riffów, dostajemy od Niemców także sporo melodii o epickiej
bądź smutnej proweniencji, co ma podkreślać dramatyczne losy górników przy
wydobywaniu uranu. Panowie dokładają do całości trochę klawiszy i całe spektrum
wokaliz, ponieważ dostajemy tutaj ich całą masę pod postacią wściekłych
warknięć, histerycznych wrzasków i heroicznych zaśpiewów. Wydźwięk tej płyty,
zresztą jak wcześniejszej jest dość atmosferyczny. Dauþuz sypie jak z rękawa
tytanicznymi chwytliwościami, szorstkimi atakami i zimnym, wysokotonowym
kostkowaniem, podbijając tu i ówdzie całość syntezatorowym tłem, które dodaje
temu materiałowi tragizmu. To black metal o mocnym brzmieniu i katastroficznej
wymowie, częstujący pochmurnymi kanonadami, transowymi bujankami w średnich tempach
i klimatycznymi zwolnieniami o górskiej nastrojowości, ściśle związanej z
umiejscowieniem kopalń tytułowego pierwiastka. Jeśli lubicie Dauþuz i styl w
jakim tworzy, wypełniony niemieckim etosem i grozą wydarzeń po drugiej wojnie
światowej na Turyngii, to ta płyta jest dla Was. Zaś jeśli zasypialiście przy
lekturze „Łyska z pokładu Idy”, to możecie bez żalu sobie odpuścić.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz