niedziela, 17 maja 2026

Recenzja Dauþuz „Todeswerk: Uranium II”

 

Dauþuz

„Todeswerk: Uranium II”

Amor Fati 2026

Na nowym albumie Dauþuz kontynuuje swoje górnicze opowieści, wykorzystując do tego black metalowe dźwięki. Tym razem jest to osiem utworów, które nie oferują niczego nowego, bo są płynną, kolejną odsłoną historii przedstawionej na poprzednim krążku. To tradycyjne dla tego zespołu ujęcie diabelszczyzny w dalszym ciągu oferuje muzę opartą na wzorcach z lat dziewięćdziesiątych. Mieszanka tremolo i thrashowego kostkowania, która płynie w zmiennych tempach, na przemian hipnotyzując i zasypując agresywnymi blastami. Oprócz zwyczajowych dla tego gatunku riffów, dostajemy od Niemców także sporo melodii o epickiej bądź smutnej proweniencji, co ma podkreślać dramatyczne losy górników przy wydobywaniu uranu. Panowie dokładają do całości trochę klawiszy i całe spektrum wokaliz, ponieważ dostajemy tutaj ich całą masę pod postacią wściekłych warknięć, histerycznych wrzasków i heroicznych zaśpiewów. Wydźwięk tej płyty, zresztą jak wcześniejszej jest dość atmosferyczny. Dauþuz sypie jak z rękawa tytanicznymi chwytliwościami, szorstkimi atakami i zimnym, wysokotonowym kostkowaniem, podbijając tu i ówdzie całość syntezatorowym tłem, które dodaje temu materiałowi tragizmu. To black metal o mocnym brzmieniu i katastroficznej wymowie, częstujący pochmurnymi kanonadami, transowymi bujankami w średnich tempach i klimatycznymi zwolnieniami o górskiej nastrojowości, ściśle związanej z umiejscowieniem kopalń tytułowego pierwiastka. Jeśli lubicie Dauþuz i styl w jakim tworzy, wypełniony niemieckim etosem i grozą wydarzeń po drugiej wojnie światowej na Turyngii, to ta płyta jest dla Was. Zaś jeśli zasypialiście przy lekturze „Łyska z pokładu Idy”, to możecie bez żalu sobie odpuścić.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz