Pvrgatorii
“Profane Rites for Cursed
Times”
Night Terrors Rec. 2026
Pvrgatorii pochodzą z Barcelony, a materiał dziś
umilający mi wieczór to ich najnowsza EP-ka, która pojawi się na rynku pod
koniec miesiąca. Wcześniej panowie, duet, zarejestrowali dwa pełne albumy,
które to jednak nigdy w moje ręce nie wpadły. A jest chyba czego żałować, bo te
cztery kawałki to solidny cios w podbródek. Mamy tu do czynienia z amalgamatem
black i death metalu w bardzo gruzowym, tudzież wojennym wydaniu. Czyli wiadomo
- zero litości, czysty soniczny napierdol. W zasadzie te czternaście minut to
klasyka. Przysadziste harmonie, często podkręcone do szturmowego tempa,
nadające sygnał do ataku chłodnymi tremolo, perkusyjne gradobicie i rzygający
rozgrzanym smarem wokale. Warto zaznaczyć, że nie jest to typowy war metalowy
skowyt, podobnie jak linie gitarowe nie ograniczają się jedynie do ataku na
oślep. Całkiem sporo się tutaj dzieje, a numery Hiszpanów nie są oparte na
zapętlonym riffie, powtarzanym uparcie niczym mantra. Poza wspomnianym,
nordyckim stylem riffowania (skojarzenia chociażby z Marduk jak najbardziej na
miejscu, patrz: choćby „Hermetik Axis”), panowie potrafią także wpleść
miejscowo trochę punkowego sznytu i klasycznych melodii deathmetalowych. Z
tematyki wojennej znajdziemy tutaj także charakterystyczne dla gatunku
zwolnienia czy ślizgi po gryfie, a także klasyczne pogłosy na wokalu.
Teoretycznie, mogłoby się zdawać, że to granie znane i oklepane. Może i jest w
tym trochę prawdy, bo Pvrgatorii na pewno nie kombinują na potęgę, ani nie
redefiniują gatunku, natomiast sposób w jaki składają dobrze znane każdemu
maniakowi składniki stoi na zdecydowanie wysokim poziomie. Pewnie, można by się
odnieść tu do kilku bardziej znanych nazw, jednak pozwolę sobie tym razem
oszczędzić wytykania palcem. Powiem tylko, że sporo tu wściekłości, dobrego
kostkowania, zróżnicowanych melodii i odpowiednio odrażających wokaliz. Jeśli z
nazwą Pvrgatorii spotykacie się po raz pierwszy, to sięgnijcie sobie po tą
EP-kę. Gwarantuję, że waszym kolejnym krokiem będzie wyszukanie poprzednich
wydawnictw zespołu. Ja tak na pewno uczynię, bo „Profane Rites for Cursed
Times” to wyśmienita przystawka, po której aż się chce sięgnąć po danie główne.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz