wtorek, 31 marca 2026

Recenzja Dragsholm „From the Bloodlines of Bram”

 

Dragsholm

„From the Bloodlines of Bram”

Independent 2026

Dragsholm to kapela z New Jersey, która zaczęła swoją karierę w 2017 roku i od tamtego czasu wypuściła trzy epki. Teraz wydają debiutancki krążek, którego zawartość, to podobno black metal. Niestety nie mogę się z tym zgodzić, ponieważ obecność w ich muzyce thrashowych riffów, rytmicznego palm mutingu wraz z odpowiednio dociążonym strojem gitar na to zupełnie nie wskazuje. Dokładając do tego dość wartkie tempo, chwytliwości w stylu Skandynawii lat dziewięćdziesiątych oraz growle wokalisty, wskazują raczej na konotacje z melodyjnym, szwedzkim death metalem niż z jakąkolwiek diabelszczyzną. Prawdą jednak jest, że zimne tremolo na „From the Bloodlines of Bram” występują, ale prędzej jako dodatek lub urozmaicenie głównych tekstur. Poza tą małą nieścisłością, pierwszy album od Amerykanów to przyjemna muza, która płynie w zmiennych tempach, zapodając sporo klasycznie death metalowych akordów połączonych z lodowatymi zagrywkami. Obdarzony niezobowiązującymi harmoniami, łatwo wpada w ucho, na przemian bujając rytmicznie, atakując szybkim kostkowaniem i ciężkimi zwolnieniami przy częstym użyciu tłumienia strun. Bangla to fantastycznie, przypominając ostatnie dziesięciolecie poprzedniego wieku, zwłaszcza podczas solowych popisów oraz melodyjnych, gęstych akordów. Panowie koncentrują się na wampiryzmie i łącząc go z odrobiną okultyzmu, kreują duszną atmosferę, ale w wyważonym stylu, rozrzedzając ją melodyjnością i lotnością swoich aranżacji. Zatem w przypadku tego materiału, mamy do czynienia z delikatnie poczernionym metalem śmierci o dużym ładunku śpiewności. Fanom szwedzizny z lat minionych z pewnością się spodoba. Polecam, bo to łatwy w odbiorze album, który również mocnych uderzeń dostarcza.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz