Dragsholm
„From
the Bloodlines of Bram”
Independent 2026
Dragsholm
to kapela z New Jersey, która zaczęła swoją karierę w 2017 roku i od tamtego
czasu wypuściła trzy epki. Teraz wydają debiutancki krążek, którego zawartość,
to podobno black metal. Niestety nie mogę się z tym zgodzić, ponieważ obecność
w ich muzyce thrashowych riffów, rytmicznego palm mutingu wraz z odpowiednio
dociążonym strojem gitar na to zupełnie nie wskazuje. Dokładając do tego dość
wartkie tempo, chwytliwości w stylu Skandynawii lat dziewięćdziesiątych oraz
growle wokalisty, wskazują raczej na konotacje z melodyjnym, szwedzkim death
metalem niż z jakąkolwiek diabelszczyzną. Prawdą jednak jest, że zimne tremolo
na „From the Bloodlines of Bram” występują, ale prędzej jako dodatek lub
urozmaicenie głównych tekstur. Poza tą małą nieścisłością, pierwszy album od
Amerykanów to przyjemna muza, która płynie w zmiennych tempach, zapodając sporo
klasycznie death metalowych akordów połączonych z lodowatymi zagrywkami.
Obdarzony niezobowiązującymi harmoniami, łatwo wpada w ucho, na przemian
bujając rytmicznie, atakując szybkim kostkowaniem i ciężkimi zwolnieniami przy
częstym użyciu tłumienia strun. Bangla to fantastycznie, przypominając ostatnie
dziesięciolecie poprzedniego wieku, zwłaszcza podczas solowych popisów oraz
melodyjnych, gęstych akordów. Panowie koncentrują się na wampiryzmie i łącząc
go z odrobiną okultyzmu, kreują duszną atmosferę, ale w wyważonym stylu,
rozrzedzając ją melodyjnością i lotnością swoich aranżacji. Zatem w przypadku
tego materiału, mamy do czynienia z delikatnie poczernionym metalem śmierci o
dużym ładunku śpiewności. Fanom szwedzizny z lat minionych z pewnością się
spodoba. Polecam, bo to łatwy w odbiorze album, który również mocnych uderzeń
dostarcza.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz