czwartek, 19 marca 2026

Recenzja Feversea „Wormwood in the Veins of the World”

 

Feversea

„Wormwood in the Veins of the World” E.P.

Dark Essence Records 2026

Nigdy wcześniej bym nie przypuszczał, że kiedykolwiek i z taką siłą uderzy we mnie post-metalowa produkcja. Tak, właśnie ten gatunek uprawiają członkowie, pochodzącej z Oslo Feversea, która w zeszłym roku wydała swój debiutancki krążek, a szóstego marca wróciła z najnowszymi, czterema kawałkami w postaci tej epki. W sumie to jednoznaczne skategoryzowanie muzyki Norwegów nie jest do końca możliwe, bo części składowych jest w niej kilka. Feversea używają zabiegów znanych z takich gatunków jak sludge, post-punk, blackgaze, industrial czy rock alternatywny. Połączenie tych pierwiastków wygenerowało muzę o mocnym wyrazie, w której niepokojące tremolo przeplatają się z dysonansowymi akordami, przechodzącymi w typową dla shoegaze ścianę dźwięku, ocierającą się momentami o noise. W większej części materiał ten, to agresywne granie odznaczające się niebywałą dynamiką, ale potrafiące zatrzymać się na chwilę i przejść w spokojniejsze rytmy, racząc mrocznym romantyzmem w gotyckim stylu, na podobę tego, co niegdyś na albumie „Garlands” zaprezentowało Cocteau Twins. Norwedzy tworzą oryginalną i nieco awangardową muzykę, której mimo jej dusznego i dobitnego charakteru, dobrze się słucha, ponieważ w tutejszych, brutalnych i niezwykle klimatycznych zawiłościach, znajduje się również sporo melodyjnych, post-rockowych tekstur. Nie są to jednak słodkie czy melancholijne harmonie, bo swym ponurym usposobieniem, niosą ze sobą złowrogą i przesiąkniętą czernią aurę. Feversea komponuje swoje utwory z niezwykłą pieczołowitością, dbając o każdy szczegół i wysoki poziom stylistyczny, którego próżno szukać u innych wykonawców spod znaku post-metalu. To oryginalne ujęcie, pachnące powiewem świeżości, pozbawione banalnych cech i niczego nie udające. Ekscytuje swym naturalizmem i zmiennością oblicz, które serwują całą gamę emocji. Czysto wyprodukowane, ale o szorstkim brzmieniu gitar i nisko zawieszonej sekcji rytmicznej, a to co wyczynia wokalistka jest majstersztykiem. Ja od „Wormwood in the Veins of the World” nie mogę się oderwać. Zjawiskowa rzecz, którą zarekomendować mi tylko w pełni wypada.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz