Feversea
„Wormwood
in the Veins of the World” E.P.
Dark Essence Records 2026
Nigdy
wcześniej bym nie przypuszczał, że kiedykolwiek i z taką siłą uderzy we mnie
post-metalowa produkcja. Tak, właśnie ten gatunek uprawiają członkowie,
pochodzącej z Oslo Feversea, która w zeszłym roku wydała swój debiutancki
krążek, a szóstego marca wróciła z najnowszymi, czterema kawałkami w postaci
tej epki. W sumie to jednoznaczne skategoryzowanie muzyki Norwegów nie jest do
końca możliwe, bo części składowych jest w niej kilka. Feversea używają
zabiegów znanych z takich gatunków jak sludge, post-punk, blackgaze, industrial
czy rock alternatywny. Połączenie tych pierwiastków wygenerowało muzę o mocnym
wyrazie, w której niepokojące tremolo przeplatają się z dysonansowymi akordami,
przechodzącymi w typową dla shoegaze ścianę dźwięku, ocierającą się momentami o
noise. W większej części materiał ten, to agresywne granie odznaczające się
niebywałą dynamiką, ale potrafiące zatrzymać się na chwilę i przejść w
spokojniejsze rytmy, racząc mrocznym romantyzmem w gotyckim stylu, na podobę
tego, co niegdyś na albumie „Garlands” zaprezentowało Cocteau Twins. Norwedzy
tworzą oryginalną i nieco awangardową muzykę, której mimo jej dusznego i
dobitnego charakteru, dobrze się słucha, ponieważ w tutejszych, brutalnych i
niezwykle klimatycznych zawiłościach, znajduje się również sporo melodyjnych,
post-rockowych tekstur. Nie są to jednak słodkie czy melancholijne harmonie, bo
swym ponurym usposobieniem, niosą ze sobą złowrogą i przesiąkniętą czernią
aurę. Feversea komponuje swoje utwory z niezwykłą pieczołowitością, dbając o
każdy szczegół i wysoki poziom stylistyczny, którego próżno szukać u innych
wykonawców spod znaku post-metalu. To oryginalne ujęcie, pachnące powiewem
świeżości, pozbawione banalnych cech i niczego nie udające. Ekscytuje swym
naturalizmem i zmiennością oblicz, które serwują całą gamę emocji. Czysto
wyprodukowane, ale o szorstkim brzmieniu gitar i nisko zawieszonej sekcji
rytmicznej, a to co wyczynia wokalistka jest majstersztykiem. Ja od „Wormwood
in the Veins of the World” nie mogę się oderwać. Zjawiskowa rzecz, którą
zarekomendować mi tylko w pełni wypada.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz