Miserere
Luminis
„Sidera”
Debemur Morti Productions 2026
Z
kolejnym krążkiem wracają Kanadyjczycy z Miserere Luminis. To pięć nowych
kompozycji, które lecą sobie jakieś pięćdziesiąt minut, bo zbyt krótkie nie są,
zresztą na poprzedniej płycie było podobnie. Jeżeli chodzi o muzyczną zawartość
„Sidera”, to również jest podobnie jak na „Ordalie”, czyli nic u tej trójki
artystów z Quebecu się nie zmieniło. Album ten jest kontynuacją poprzedniego
więc po raz kolejny spotkałem się z muzyką nasyconą mocnym ładunkiem
emocjonalnym, który wyrażony został za pomocą klimatycznych dysonansów i
boleściwych wokali. U Miserere Luminis w dalszym ciągu pełno również
koronkowych zagrywek, syntezatorowych pasaży, fortepianowych wtrąceń czy
smyczkowych motywów. Całość płynie w spokojnym tempie, kreując przygnębiającą
bądź melancholijną atmosferę, która w bardziej nastrojowych momentach
przechodzi w dość rzewne tony. To specyficzne ujęcie black metalu, które często
można spotkać u francuskich twórców jak i właśnie na kanadyjskiej scenie.
Odznacza się wielostrukturowymi aranżacjami, połączeniem atonalnych akordów z
wysokotonowymi formami, które wypełniają post-metalowe wtręty, kontemplacyjne
pływy i gotyckie melodie. Muzyka, która posiada nieco filmowy charakter i
nadwrażliwe usposobienie, bo serwuje huśtawkę emocjonalną, składającą się z
ekstatycznych wybuchów, ckliwych harmonii i dramatycznie brzmiących riffów. W
utworach od Miserere Luminis, już na wcześniejszej płycie, można było odnaleźć
uczuciowy rollercoaster, ale na „Sidera”, wydaje mi się, że jest on
naszkicowany wyraźniej. Jeśli ktoś lubi zmodernizowaną diabelszczyznę, która
oferuje dźwięki pełne egzaltacji, smutku i bezsilności, to z pewnością będzie
poruszony. Tak jak w przypadku „Ordalie”, to metal, który został złożony w
przemyślany sposób i w odpowiednim stylu, cechującym się niezwykle
poruszającymi nutami, ale Diabła to tu za cholerę dostrzec nie potrafię.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz