niedziela, 1 marca 2026

Recenzja Prison of Mirrors “De Sepulchris Occultis et Igne Profanationis”

 

Prison of Mirrors

“De Sepulchris Occultis et Igne Profanationis”

Aeternitas Tenebrarum Musicae Fundamentum 2026

Prison of Mirrors pochodzą z Włoch, a “De Sepulchris Occultis et Igne Profanationis” jest ich drugim albumem. Pierwszy, także nazwany po łacinie, ukazał się sześć lat temu, a jeszcze wcześniej zespół wydał dwie EP-ki. Żaden z tamtych materiałów nie jest mi jednak znany, ale mając na uwadze zawartość nowego wydawnictwa, istnieje możliwość, że ominęło mnie coś całkiem ciekawego. „De Sepilchris…” to jedynie dwa kawałki, za to dość długie, bo trwające łącznie niemal pół godziny. I jest to naprawdę pokręcone i wielowarstwowe pół godziny. Panowie parają się dysonansowym, eksperymentalnym black metalem, mocno na podobiznę Blut Aus Nord i Deathspell Omega. Można się zatem domyślać, że obie kompozycje nie należą do prostych czy minimalistycznych. Wręcz przeciwnie. Mamy tutaj prawdziwą plecionkę linii gitarowych, tyleż zawiłych co połamanych i wzajemnie się uzupełniających. Choć zanim dojdziemy do pełnego obrazu muzyki Prison of Mirrors, ich dźwięki mogą się początkowo wydawać mocno chaotyczne. Melodie nieprzerwanie wirują, przenikają się, zataczają koło, i zdają się zbliżać i oddalać, tworzyć złudną wizję, iluzję, tylko po to, by za chwilę zastąpić ją zupełnie inną. Wspomniane dysonanse tworzą natomiast tworzą coś na kształt kolorowego, hipnotycznego wzoru układającego się na zimnej ścianie agresywnego riffowania. Nie licząc kilku chwilowych zwolnień, nawałnica harmonii jest na tym albumie naprawdę intensywna, a jednocześnie ilość ukrytych po drodze smaczków i drobnych ozdobników zdecydowanie wymaga od słuchacza cierpliwości, bowiem niemożliwością jest dostrzeżenie wszystkiego za jednym tylko odsłuchem. Wspomniałem, że kompozycje są tu długie, jednak zostały tak skonstruowane, by cały czas wabiły, właściwie prowadziły nas na smyczy, w sobie tylko znanym kierunku. Poszczególne riffy często chodzą na zapętleniu, podczas gdy druga gitara w tle zmienia się jak w kalejdoskopie, przez co chwilami można doznać lekkiej schizofrenii. Zresztą, ujmując obrazowo, docieranie do sedna “De Sepulchris…” jest niczym manualne nastawianie ostrości w kamerze. Najpierw obraz jest mocno rozmazany, a dopiero kiedy odpowiednio się skupimy, i muzyka ta w nas dojrzeje, dostrzegamy całe jej piękno i chłodny majestat. Niesamowita jest też końcówka. Przez ponad trzy minuty płyniemy niczym w transie przy ambientowym, powolnie wyciszającym się pasażu, po wygaśnięciu którego nastaje bolesna wręcz pustka. Powiem tak… O ile pomysł na tego typu granie oryginalny nie jest, albo wręcz bezpośrednio zaczerpnięty, to i tak “De Sepulchris…” jest płytą w swoim gatunku bardzo dobrą. Jeśli nie jesteście malkontentami, twierdzącymi, że Blut Aus Nord zżerają własny ogon i dawno już zaczęli przynudzać, to i Prison of Mirrors łykniecie bez popijania. Magii nigdy za wiele.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz