poniedziałek, 23 marca 2026

Recenzja Fire Magic „Memories of Fire”

 

Fire Magic

„Memories of Fire”

Stygian Black Hand 2026

Fire Magic to duet z kraju, który Persowie zwą „Wielkim Szatanem”. Może między innymi dlatego grają oni black metal. Swoją przygodę pod tym szyldem zaczęli w 2020 roku i od tamtego czasu na koncie uzbierali demówkę, debiutancki krążek i najnowszego długograja w postaci „Memories of Fire”. To siedem numerów, które lecą sobie nieco ponad pół godziny, ale to i tak (jak dla mnie) trochę za długo. Amerykanie szyją typową diabelszczyznę, opartą na drugofalowych wzorcach. Każdy z utworów to połączenie świdrujących tremolo z klasycznymi riffami w towarzystwie, cholernie dudniącej sekcji rytmicznej i delikatnie wycofanych wokaliz, które w kulminacyjnych momentach z „czarcich” powarkiwań, przechodzą w epickie okrzyki. W ogóle, black metal od Fire Magic wypełniony jest bajeranckimi melodiami, które jednoznacznie kojarzą się z power-metalowymi produkcjami. Zatem za pośrednictwem „Memories of Fire” mamy do czynienia z rogacizną, która nasycona jest do bólu bajkowymi i ciut infantylnymi chwytliwościami, próbującymi nawiązywać do średniowiecznych przygrywek lub udawać jakieś homeryckie harmonie. Całość zalatuje banałem więc na dłużej do siebie nie przyciąga. Generyczność tego wydawnictwa jest wysoka. Muzyka płynie w zmiennych tempach, racząc na przemian szybkimi melodyjkami, klimatycznymi zwolnieniami oraz tradycyjnymi solówkami. Niestety nic szczególnego tutejsze struktury nie wnoszą ani nie potrafią czymś do siebie przyciągnąć. Fuzja heavy i black metalu, upstrzona naiwną melodyką, która jest totalnie przewidywalna, a po odsłuchu zupełnie nie pozostaje w pamięci. Rządzą tutaj typowość i gatunkowa nieporadność. Cóż, najnowsza produkcja od Fire Magic to takie „imieniny Ani”, czyli ani diabła, ani mroku, ani agresji, ale o mdłości przyprawia bez problemu. Nie polecam.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz