Fire
Magic
„Memories
of Fire”
Stygian Black Hand 2026
Fire
Magic to duet z kraju, który Persowie zwą „Wielkim Szatanem”. Może między
innymi dlatego grają oni black metal. Swoją przygodę pod tym szyldem zaczęli w
2020 roku i od tamtego czasu na koncie uzbierali demówkę, debiutancki krążek i
najnowszego długograja w postaci „Memories of Fire”. To siedem numerów, które
lecą sobie nieco ponad pół godziny, ale to i tak (jak dla mnie) trochę za
długo. Amerykanie szyją typową diabelszczyznę, opartą na drugofalowych
wzorcach. Każdy z utworów to połączenie świdrujących tremolo z klasycznymi
riffami w towarzystwie, cholernie dudniącej sekcji rytmicznej i delikatnie
wycofanych wokaliz, które w kulminacyjnych momentach z „czarcich” powarkiwań,
przechodzą w epickie okrzyki. W ogóle, black metal od Fire Magic wypełniony
jest bajeranckimi melodiami, które jednoznacznie kojarzą się z power-metalowymi
produkcjami. Zatem za pośrednictwem „Memories of Fire” mamy do czynienia z
rogacizną, która nasycona jest do bólu bajkowymi i ciut infantylnymi
chwytliwościami, próbującymi nawiązywać do średniowiecznych przygrywek lub
udawać jakieś homeryckie harmonie. Całość zalatuje banałem więc na dłużej do
siebie nie przyciąga. Generyczność tego wydawnictwa jest wysoka. Muzyka płynie
w zmiennych tempach, racząc na przemian szybkimi melodyjkami, klimatycznymi
zwolnieniami oraz tradycyjnymi solówkami. Niestety nic szczególnego tutejsze
struktury nie wnoszą ani nie potrafią czymś do siebie przyciągnąć. Fuzja heavy
i black metalu, upstrzona naiwną melodyką, która jest totalnie przewidywalna, a
po odsłuchu zupełnie nie pozostaje w pamięci. Rządzą tutaj typowość i gatunkowa
nieporadność. Cóż, najnowsza produkcja od Fire Magic to takie „imieniny Ani”,
czyli ani diabła, ani mroku, ani agresji, ale o mdłości przyprawia bez
problemu. Nie polecam.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz