piątek, 27 marca 2026

Recenzja Nightgnawer „Medieval Devourer”

 

Nightgnawer

„Medieval Devourer”

Purity Through Fire 2026

Nightgnawer przewinął się już przez Apocalyptic Rites, a było to z trzy lata temu, kiedy napisałem kilka słów na temat ich kolaboracyjnego wydawnictwa z WulfSeer. W międzyczasie Finowie wydali jeszcze album z gatunku „live” (nie rozumiem zabiegu, skoro nie mają jeszcze ani jednej dużej płyty, ale ja się nie znam), a dziś powracają nową EP-ką, zawierającą pięć nowych ścieżek. Poza instrumentalnym interludium, dokładnie w połowie drogi, zawierają one surowy black metal, na podobiznę wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Mówiąc surowy mam przede wszystkim na myśli brzmienie „Medieval Devourer”, bowiem jest to w zasadzie klasyka okresu, zanim do studia zaczęto wnosić wszelkiego rodzaju klawisze, przyprowadzać śpiewające panienki, i polerować sound na potęgę. Gitary chodzą szorstko, na wysokim stroju, bas robi swoje wyłącznie w tle, a perka dudni bardzo garażowo, chwilami niczym jakiś karton po niepotrzebnych, upchniętych w rogu klamotach. Generalnie muzykę Nightgnawer można uznać za dość prostą, opartą na kipiącym z niej satanistycznym przesłaniu i buntu z początków drugiej fali. Zwłaszcza w momentach kiedy pałker wybija klasyczne d-beatowe tempo, acz przyznać trzeba, że panowie równie często rozwijają większe prędkości. Poza agresywnymi tremolo nie brak jednak na tym wydawnictwie melodii. Tylko że nie takiej typowo fińskiej, a bardziej norweskiej, zadziornej, a nie słodkiej. Poza tym jest tu kilka momentów bardziej klasycznych, odnoszących się praktycznie do korzeni heavymetalowych (jak choćby patent w połowie utworu tytułowego). Poskładane jest to w bardzo zgrabną całość i przyznać trzeba, że nieźle kąsa. Tym bardziej, że wokalnie mamy praktycznie sam jad, i to w bardzo chropowatym wydaniu. Owszem, gdzieś tam, pod koniec, pojawiają się przez moment czystsze zaśpiewy, ale na zasadzie minimalistycznego dodatku. Podobnie jak wrzuconych na „Siege of the Iron Winds” odgłosów bitewne. Wiecie, takie odniesienie do Bathory. „Medieval Devourer” trwa nieco ponad dwadzieścia minut, i szczerze mówiąc, pozostawia odbiorcę w pewnym niedosycie. Bo black metal w wykonaniu Nightgnawer faktycznie może wywoływać uczucie nostalgii. Tak się kiedyś grało, i chwała Szatanowi, istnieją zespoły, które grają tak do dziś. Czekam na pełniaka. Sprawdzę na bank. A EP-kę oczywiście polecam.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz