poniedziałek, 16 marca 2026

Recenzja Xorsist „Aberrations”

 

Xorsist

„Aberrations”

Hammerheart Rec. 2026

Za każdym razem, kiedy pojawia się młoda kapela hailująca staremu graniu, czuję jak miód leje się na moje uszy. Z dwóch powodów. Przede wszystkim dlatego, że uświadamia mnie to, w jak wspaniałym dla (death) metalu okresie przyszło mi dorastać, a po drugie, jeśli taki hołd dla pionierów oddany jest co najmniej przyzwoicie, powoduje on u mnie przypływ nostalgii, i dostarcza wyjątkowych wrażeń. W zeszłym roku, pod banderą Hammerheart ukazał się rewelacyjny debiut Szwedzkiego Impurity. Dziś zatapiam się w dźwięki nowego krążka, pochodzących z tego samego kraju, Xorsist. Pochodzącego z tego samego kraju, i grającego muzykę równie oddaną klasykom rodzimego śmierć metalu. „Aberrations” jest, ku mojemu zdziwieniu, już trzecim krążkiem grupy, co oznacza, że poprzednie wydawnictwa jakoś ominęły mnie szerokim łukiem. Szerokim, bo wyżej wymieniona nazwa nigdy nawet nie obiła mi się o uszy. Przeoczenie czy ignorancja? To zależy jak na to spojrzeć. Zacznijmy od tego, że panowie ze Sztokholmu ze spuścizny Entombed, Dismember czy Unleashed czerpią na potęgę. W zasadzie wszystko na tym albumie odegrane jest według wzorca z lat dziewięćdziesiątych. Jest odpowiednio zapiaszczone brzmienie, przeważające średnie tempa z wyraźnie podkreślającym melodykę groov’em, są nawiązania do punkowych korzeni, charakterystycznie melodyjne solówki, oraz klasyczny deathmetalowy growl. Są też kawałki instrumentalne, czy tam akustyczne, i to nawet dwa. Nowinek, technicznych czy kompozytorskich, na tych nagraniach nie uświadczymy, co świadczy tylko i wyłącznie o totalnym oddaniu tych panów starej szkole, i jedynej ścieżce, ścieżce lewej ręki. I generalnie wszystko jest tutaj na swoim miejscu, i wszystko mi się zgadza, bo te dziesięć, nomen omen, ścieżek, to kwintesencja gatunku, który ponad trzydzieści lat temu zrewolucjonizował metalową scenę. Owszem, niektóre kompozycje są bardziej chwytliwe (Taki „Of Where I Resie”, na przykład, to łamacz karku), inne po prostu trzymają poziom, ale zaznaczyć trzeba, że riffowania metodą „kopiuj / wklej” jest tu jak na lekarstwo. Może nie jest to aż tak mocny materiał jak debiut wspomnianego na wstępie Impurity, ale na pewno wydawnictwo, które dla każdego fana staroszkolnego szwedzkiego deathmetalu powinno być pozycją obowiązkową do sprawdzenia. Bo niby nic rewelacyjnego, ale gęba się cieszy. Ode mnie, w skali szkolnej, mocna czwórka. Nawet z plusem.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz