niedziela, 1 marca 2026

Recenzja Voidstar Nocturnal „Nexus Teleport Fracture”

 

Voidstar Nocturnal

„Nexus Teleport Fracture”

Godz ov War 2026

Jeśli śledzicie na bieżąco wydawnictwa Godz ov War, to zapewne kojarzycie kostarykański Corpse Garden, którego to rzeczony label wydał jakiś  czas temu drugą (w formie kasetowej) oraz trzecią płytę (full serwis). Voidstar Nocturnal to nowe wcielenie większości tamtego składu, a „Nexus Teleport Fracture” jest ich debiutanckim albumem. Kiedy tylko usłyszałem pierwsze takty wprowadzającego „Code Transmutation”, moje myśli momentalnie pobiegły w kierunku krajowej Furii, a konkretnie do „Śnialni”. Jak posłuchacie tej kompozycji, to powinniście zrozumieć dlaczego. Zresztą owo skojarzenia powróciło także w kilku momentach pod koniec albumu, ale bynajmniej nie dlatego, że trio z Heredii stara się kopiować pomysły Nihila, ale w podobny sposób swoimi dźwiękami buduje coś na kształt teatralności i awangardy. I to drugie słowo jest tutaj kluczem, bowiem album ten jest naprawdę cholernie różnorodny, tak pod względem budowy samych kompozycji, jak i mieszanych w ich ramach gatunków muzycznych. No bo weźmy dla przykłady taki „1-137”. To raczej klasyczny (o ile to słowo tu pasuje), nieco eksperymentalny kawałek blackmetalowy (tego słowa w tym miejscu też nie jestem pewien, ale załóżmy ogólnie). Owszem, sporo tutaj zmian na polu tempa czy samych harmonii, także techniki riffowania, ale nic mega dziwnego się nie dzieje. Ciekawiej robi się za moment, bo w „Holographic Neural Pathways” pojawiają się syntezatorowe nawiązania do dark wave, czy wręcz ciężkiej elektroniki, a sekcja rytmiczna przechodzi w klimaty post punkowe, odgrywając rolę przewodnią i odsyłając gitary (te z kolei mocno gotyckie) na drugi plan. I jest to kolejny, po wspomnianym otwieraczu, utwór instrumentalny. Ale nie ostatni. W dalszej części krążka udziwnień, mniejszych i większych mamy pod dostatkiem. Jest trochę Kyussowy „Convergence of Aeons”, drum’n’basowy „Black Gold Ecstasy and Lumen Deformanus”, czy doomowo / deathowo / blackowo / ambientowy, ponad trzynastominutowy “The Tower Part I & II”. Staram się wam przedstawić całość w telegraficznym skrócie, bo, wierzcie mi, na tej płycie tyle się dzieje, że gdybym miał się rozdrabniać, to wyszedł by z tego całkiem przydługawy tekst. Jak wspomniałem, wokale są na tym albumie dozowane dość oszczędnie, albo może wybiórczo, i akurat w tej sferze wyjątkowej ekstrawagancji nie ma. Co nie oznacza, że jest minimalizm. Wszystko tutaj się doskonale ze sobą uzupełnia, i to mimo, albo przede wszystkim dzięki, wspomnianej wcześniej różnorodności. Lubię takie płyty, bo nie są to nagrania na jeden raz. Aby je zgłębić potrzeba trochę cierpliwości, i na pewno, jeśli nie szeroko otwartego, to choćby uchylonego umysłu. Dlatego też, jeśli przejadła wam się wydawnicza codzienność, sięgnijcie sobie po „Nexus Teleport Fracture”. Nie gwarantuję, że się spodoba, ale jak wejdzie, to na amen.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz