środa, 25 marca 2026

Recenzja Necroccultus „The Afterdeath Blackness”

 

Necroccultus

„The Afterdeath Blackness”

Terror From Hell Records (2026)

 


Jakimś dziwnym trafem działający od ponad 20 lat, meksykański Necrocculus nigdy nie zagościł w moim odtwarzaczu. Może wynik to z faktu, że omawiamy tu „The Afterdeath Blackness” to dopiero drugi album grupy, a od czasu debiutu minęło 21 lat,a może po prostu czysta moja ignorancja. Nie zmienia to faktu, że Meksykanie dowieźli mi porcję klasycznego, mięsistego metalu śmierci na modłę ancient ones. Jeśli lubicie wczesny Morbid Angl, Mortem, Sadistic Intent czy ich krajan z Infernal Conjuratio, Shub Niggurath czy Sargatanas to jesteście w domu i z nowymi nagraniami Necroccultus będziecie czuli się jak ryba w wodzie. Odkrywczości i innowacyjności tu tyle ile rozumu u wielu polskich polityków, ale jakości muzycznej nie brakuje. Tłuste, klasyczne riffowanie, wyraźny growling i zgrabne kompozycje oparte na sprawdzonych wzorcach gwarantują tutaj mile spędzony czas. Na dowód niech posłuży singlowy „Dread Midnight Entities”, w którym główny riff to kalkomania „Rapture” Morbidów. A takich inspiracji, czy wręcz cytatów jest tutaj więcej. Owszem, jest to „kolejna” płyta z tego typem grania i nie wyróżnia się ona jakoś z tłumu, ale z drugiej strony ktoś kto uprawia metal śmierci ku czci przedwiecznych przeważnie robi to dobrze. I nie inaczej jest  w tym przypadku. Panowie z Necroccultus chłoszczą dupę aż miło bez potykania się o własne nogi. Ta płyta niczego nie zmienia, niczego nie wnosi i to od Was zależy czy jest potrzebna Wam na półce. To jest druga liga, ale żadnego wstydu tutaj nie ma. Dobrej muzyki zawsze warto posłuchać i nie inaczej jest w tym przypadku. Serdecznie do tego namawiam, death metal done right!

                                                                                           Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz