niedziela, 15 marca 2026

Recenzja Tårfödd „Mörkertäckerlivetsljus”

 

Tårfödd

„Mörkertäckerlivetsljus”

Purity Through Fire 2026

Pod koniec marca, wielbiciele tego szwedzkiego projektu będą mogli się nacieszyć jego najnowszą, szóstą już płytą. To dziewięć nowych kawałków, które w żaden sposób nie wskazują na żaden progres w muzykowaniu Simona Lindgrena. Czy to dobrze, czy źle, nie wiem. W każdym razie faktem jest, że na „Mörkertäckerlivetsljus”, w stosunku do poprzednich produkcji tej kapeli, nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu Szwed, komponuje smutaśny black metal, oparty na średnich i wolnych tempach, klasycznych riffach i tremolo. Całość kreuje melancholijny bądź depresyjny klimat. To pełne bólu i uczuć związanych z wyobcowaniem melodie, które podkreślone zostały klawiszowym tłem i klimatycznymi przerywnikami na nieprzesterowanych strunach i fortepianie. Oprócz przygnębiających akordów, Tårfödd potrafi również zerwać się do agresywniejszych rytmów i posypać szronem. Black metal od tego wykonawcy, to mieszanka cierpiętniczych riffów z tymi bardzie diabolicznymi, która jednak nie oferuje nic ckliwego. To raczej dźwiękowy obraz wyniosłego bólu i bezsilności niż rozmarzające piosenki nieszczęśliwego black metalowca. To zimna muza, która potrafi być siarczysta i zarazem fatalistyczna. Okresowo jednostajnym charakterem wprowadza w trans, aby nagle przerwać go brutalniejszym kostkowaniem. Nic nowego oraz nic szczególnie porywającego, ale na pewno nieco za długiego. Ot, kolejny materiał w atmosferycznym stylu, którego pełno na rynku. Gustujący w takim ujęciu rogacizny przyjmą go z otwartymi ramionami. Reszta może bez wyrzutów sumienia ten krążek sobie odpuścić.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz