wtorek, 24 marca 2026

Recenzja Infrahumano „Depths of Suffering”

 

Infrahumano

„Depths of Suffering”

Lavadome Prod. 2025

 


Dziś mała wycieczka do roku ubiegłego. W październiku ukazał się bowiem drugi duży krążek Infrahumano, jednak wydawca nieco zaspał, i materiał ten wyciągnąłem ze skrzynki pocztowej dopiero kilka dni temu.  Skoro jednak płyta do mnie dotarła, to wypadało rzucić uchem, co nie? Zespół pochodzi z Galicji, ale gdybym o tym nie wiedział, zapewne celowałbym gdzieś za ocean. Najbardziej chyba do Baltimore, skąd chorobę rozsiewa Umierający Płód, ewentualnie na Nowy York, miasto filarów śmierć metalu, czyli Uduszenia, tudzież Samospalenia. Heh, tak sobie kiedyś gaworzyliśmy z ziomkami, co, jeśli to język polski byłby wiodącym na świecie, i z szyldami pokroju „Nieświęte Jebanie Kozy” bylibyśmy za pan brat. Ciężko byłoby utrzymać powagę słuchając takich płyt. No ale wracając do meritum… „Głębiny Cierpienia” to niecałe czterdzieści minut w dziewięciu odsłonach. Odsłonach brzmiących, jak wspomniałem, na wskroś amerykańsko. Przede wszystkim sporo na tym albumie momentów „mielonych”, z mocarnym riffem, kilkukrotnie powtarzanym, tworzącym wrażenie jak byśmy byli wbijani w ziemię przy pomocy spadającego na łeb kafara. Sporo też bardziej technicznych zagrywek w nieco Vignowym stylu, acz niekoniecznie takich bezpośrednich, jak to się zdarza w wielu przypadkach. Ta Immolationowa nuta jest w tym przypadku nieco przypudrowana, albo może trochę schowana w tle. No i bardzo dużo tu ciężaru, pod tytułem „cios boksera wagi ciężkiej”. Te elementy zmieszane razem w jedną masę tworzą naprawdę mocarny ładunek wybuchowy. Skonstruowany może i metodą chałupniczą, jednak równie groźny, co obecna na polu walki od dawien dawna mina przeciwpiechotna, po stanięciu na której nie da się już chodzić piechotą. Hiszpanie chyba niezbyt mają na uwadze oryginalność. Choć, w sumie wymienione przeze mnie wcześniej, słyszalne inspiracje, są tu faktycznie obecne, to bardziej na zasadzie lekkich porównań, a nie znaków równości. Chodzi mi o to, że Infrahumano nie tworzą metodą kopiuj / wklej, lecz starają się owe wzorce odegrać na swój własny sposób. I chyba w tym największa zaleta „Depths of Suffering”. To staroszkolny death metal, odświeżony (chuj z tym, że po raz tysięczny) na własny sposób. Z zachowaniem wszelkich odstawowych wytycznych (wokale, brzmienie), ale jednak po swojemu, I, co najważniejsze, na wysokim poziomie. Tego typu płyty nie wymagają dogłębnej analizy. O nich mówi się albo, że zadanie wykonane zostało dobrze, albo zostało spisane od kolegi, albo uczeń napisał bzdury i totalnie się pogubił, tudzież nie zrozumiał. Infrahumano zrozumieli bardzo dobrze, i do swoich nagrań się przyłożyli. Nawet jeśli ten album to nic powalającego, to jest a tyle dobry, że warto dać mu szansę. Światowego poziomu na pewno nie zaniża.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz