wtorek, 3 marca 2026

Recenzja Antrisch „Expedition III: Renitenzpfad”

 

Antrisch

„Expedition III: Renitenzpfad”

AOP Records 2026

Nigdy z muzyką tego kwintetu się nie spotkałem, choć o dziwo pochodzą z miasta, które dość dobrze znam. Cóż, nigdy nie jest za późno. Ci Niemcy grają razem już sześć lat, a „Expedition III: Renitenzpfad” jest ich drugim pełniakiem. Antrisch szyje black metal, który mocno kojarzy mi się z poczynaniami ich rodaków z Kanonenfieber, z tym, że jest u nich mniej wojennie, a bardziej malowniczo, bo każda z produkcji tej kapeli opowiada jakąś dramatyczną historię. W tym przypadku chodzi o wyprawę w głąb amazońskiej dżungli Lope de Aguirre. Jeśli ktoś widział film Wernera Herzoga „Aguirre gniew boży” wie jak ta wędrówka się skończyła. Najnowszy album od tej brygady jest równie ekspresyjny co wspomniany obraz. Panowie za pomocą instrumentów i zajadłego wokalu, opisują tą historię z rozmachem i kunsztem kompozytorskim. Przy użyciu black metalowych, doomowych, ambientowych oraz djentowych form przedstawiają fatalne skutki ekspedycji, która pozwoliła uwolnić w ludziach najgorsze instynkty. Każdy z tutejszych utworów to gęsty zbiór tremolo i riffów, o zmiennych tempach i rytmice, które swym falującym natężeniem, doskonale przedstawiają brutalne realia tamtych wydarzeń. To agresywne akordy, tworzące monumentalną ścianę dźwięku, która płynnie przechodzi w spokojniejsze kostkowanie. Całość nieustannie się zmienia, kreując urozmaicony black metal pod każdym względem. Wypełniony po brzegi sposobami na szarpanie strun, surowymi uderzeniami i melodyjnymi zwolnieniami. Do tego dochodzą również ambientowe przerywniki i melodeklamacyjne wstawki, które dokonują uzupełnienia tego kasandrycznego materiału. Antrisch stworzył i zarejestrował wydawnictwo o mocnej sile wyrazu, które stanowi dość barwne doświadczenie muzyczne. Funduje ono nie tylko diaboliczne emocje, ale także zabiera słuchacza w sam środek amazońskiej gęstwiny. Muzyka, która dzięki swojej różnorodnej i nieustannie zaskakującej budowie, pozwala poczuć na własnej skórze duchotę i żar południowoamerykańskiej dżungli oraz dramaturgię historii szalonego konkwistadora. Black metal w rozpasanym ujęciu, co w tym przypadku uznać można za plus. Przeraża i fascynuje, powodując, że nie można się od niego oderwać.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz