Antrisch
„Expedition
III: Renitenzpfad”
AOP Records 2026
Nigdy
z muzyką tego kwintetu się nie spotkałem, choć o dziwo pochodzą z miasta, które
dość dobrze znam. Cóż, nigdy nie jest za późno. Ci Niemcy grają razem już sześć
lat, a „Expedition III: Renitenzpfad” jest ich drugim pełniakiem. Antrisch
szyje black metal, który mocno kojarzy mi się z poczynaniami ich rodaków z
Kanonenfieber, z tym, że jest u nich mniej wojennie, a bardziej malowniczo, bo
każda z produkcji tej kapeli opowiada jakąś dramatyczną historię. W tym
przypadku chodzi o wyprawę w głąb amazońskiej dżungli Lope de Aguirre. Jeśli
ktoś widział film Wernera Herzoga „Aguirre gniew boży” wie jak ta wędrówka się
skończyła. Najnowszy album od tej brygady jest równie ekspresyjny co wspomniany
obraz. Panowie za pomocą instrumentów i zajadłego wokalu, opisują tą historię z
rozmachem i kunsztem kompozytorskim. Przy użyciu black metalowych, doomowych,
ambientowych oraz djentowych form przedstawiają fatalne skutki ekspedycji,
która pozwoliła uwolnić w ludziach najgorsze instynkty. Każdy z tutejszych
utworów to gęsty zbiór tremolo i riffów, o zmiennych tempach i rytmice, które
swym falującym natężeniem, doskonale przedstawiają brutalne realia tamtych
wydarzeń. To agresywne akordy, tworzące monumentalną ścianę dźwięku, która
płynnie przechodzi w spokojniejsze kostkowanie. Całość nieustannie się zmienia,
kreując urozmaicony black metal pod każdym względem. Wypełniony po brzegi
sposobami na szarpanie strun, surowymi uderzeniami i melodyjnymi zwolnieniami.
Do tego dochodzą również ambientowe przerywniki i melodeklamacyjne wstawki,
które dokonują uzupełnienia tego kasandrycznego materiału. Antrisch stworzył i
zarejestrował wydawnictwo o mocnej sile wyrazu, które stanowi dość barwne
doświadczenie muzyczne. Funduje ono nie tylko diaboliczne emocje, ale także
zabiera słuchacza w sam środek amazońskiej gęstwiny. Muzyka, która dzięki
swojej różnorodnej i nieustannie zaskakującej budowie, pozwala poczuć na
własnej skórze duchotę i żar południowoamerykańskiej dżungli oraz dramaturgię
historii szalonego konkwistadora. Black metal w rozpasanym ujęciu, co w tym
przypadku uznać można za plus. Przeraża i fascynuje, powodując, że nie można
się od niego oderwać.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz