niedziela, 8 marca 2026

Recenzja Ain Sof Aur “Theos-Vel-Samael”

 

Ain Sof Aur

“Theos-Vel-Samael”

I, Voidhanger Rec. 2026

Ciekaw jestem ile z was słyszało dotychczas o Ain Sof Aur. A zespół to wcale nie młody, bowiem swoją obecność na scenie zgłosił już równe dwie dekady temu. Co prawda panowie do najbardziej pracowitych nie należą, bo w przeciągu tych dwóch dekad dorobili się zaledwie trzech demówek, splitu, i trzech materiałów pełnowymiarowych, z których to najnowszy właśnie dziś na tapecie. Jeśli powiem wam, że zespół pochodzi z Brazylii, i gra death / black metal, to bankowo pomyślicie o czymś kompletnie innym, niż na tej płycie znajdziecie. Nie, nie ma tu powiązań z Sarcofago, Sepulturą czy innym Volcano. Choćby z tego powodu, że Ain Sof Aur grają stosunkowo powoli. Przynajmniej przez zdecydowaną większość czasu. Panowie starannie budują napięcie, tworząc mistyczną, czy wręcz okultystyczną atmosferę swoich kompozycji, uciekając się do pokombinowanych akordów, często na zasadzie rzeźbienia nieco w stylu francuskim przy akompaniamencie powolnie wybrzmiewającym dźwięku drugiej gitary. Turpistycznego nastroju dodają też umiejętnie dawkowane klawisze, stosowane miejscowo, w sposób bardzo oldskulowy. Biorąc pod uwagę, że kompozycje na „Theos-Vel-Samael” są z gatunku długich, bo na czterdziestosześciominutowy krążek składają się tylko trzy, możecie sobie wyobrazić, że jest to raczej granie z gatunku tych, których słucha się na lekkiej umysłowej fazie. Tutaj każdy dźwięk jest ważny, dlatego też całość stanowi nierozerwalny monolit, którego rozbijanie na części pierwsze mija się z celem. Niemniej jednak wspomnieć muszę, że wydawnictwo to nie zawiera jedynie smolistej cieczy. Co jakiś czas muzycy zrywają się do galopu, i nierzadko w momentach tych, poza Deathspell Omega, da się także wyczuć inspiracje zamorskie, pod postacią Immolation. To chyba te dwie nazwy najbliżej wskazują na to, czego możecie się po trzeciej płycie Ain Sof Aur spodziewać. Jak już zaznaczałem, materiał ten brazylijski nie jest ani trochę (no chyba, że weźmiemy pod uwagę moment trybalny w środkowej części „II”, aczkolwiek stanowi on jedynie krótki fragment całości, i chyba mimo wszystko bardziej podchodzi pod dźwięki rytualne), także pod względem brzmienia. Brak w nim surowości, a dominuje przede wszystkim ciężar, jak najbardziej organiczny, i gęstość, co, patrząc obiektywnie, idealnie uzupełnia się z dość posępnym obliczem muzycznym. Warto sobie rzucić uchem na „Theos-Vel-Samael”, w najgorszym przypadku nawet z pobudek edukacyjnych, żeby zobaczyć, że w Brazylii też potrafią grać inaczej, zupełnie pod prąd. No a poza tym, to naprawdę solidny krążek, który nie leci do kosza po jednym odsłuchu.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz