środa, 11 marca 2026

Recenzja The Leaving „The Leaving”

 

The Leaving

„The Leaving”

Personal Records 2026

To nowa „supergrupa” stworzona przez muzyków, którzy wcześniej koncertowo bądź inaczej udzielali się w takich kapelach jak Los Males del Mundo, Shining, Kalmah, Endymaeria czy Gorefest. Panowie połączyli swe siły i tak powstał ich debiutancki krążek w postaci „The Leaving”. To siedem kawałków, które utrzymane są w doomowym tonie z gotyckimi naleciałościami. Poruszają one tematykę, mówiącą o „emocjonalnych i psychologicznych cierpieniach osób, które zostały pozostawione w rozbitym związku”. Muzyka tej grupy jest pełnym odzwierciedleniem tych trudnych problemów, co zaowocowało posępnym albumem. Jego pesymistyczny wydźwięk skonstruowano za pomocą ciężkich i mozolnie płynących riffów, które mocno kojarzą się z funeralną odmianą doom metalu. Są to gęste i przytłaczające pływy, zbudowane na minimalnej liczbie akordów, które zakończone są przeważnie na pustych strunach, co poszerza głębię i nastrojowość aranżacji. Rezonują one w nieskończoność, zsyłając pokaźne pokłady przytłaczającej i depresyjnej atmosfery. Na tym jednak muzyka The Leaving się nie kończy, bo panowie potrafią od czasu do czasu poderwać swoje instrumenty do ociężałego kłusu, wprowadzając tym samym nieco melancholijnego i gotyckiego klimatu. Serwują wtedy kostkowanie w średnim tempie, w technice i melodyjności zaczerpniętych wprost z gockiego metalu śmierci. W tych momentach muza skręca zdecydowanie w rejony, jednoznacznie kojarzące się z w czesnymi produkcjami takich tuzów tego gatunku jak Paradise Lost, Anathema czy My Dying Bride. Riffy te w połączeniu z monumentalnymi, grobowymi akordami, kreują pełną dramatyzmu aurę, która nie wyraża nic poza defetystycznymi uczuciami. Beznadziejność, tragizm i wyobcowanie sączą się tutaj z każdej nuty, co potęgują dołujące i okresowo desperackie growle oraz ambientowe przerywniki. Gotycki doom dla smutasów, ale nie nużący, bo kawałki nie za długie i kontrastująco do charakteru muzyki, z lekkością skomponowane. Płyta wchodzi gładko, wciągając bez trudu do swojego, przygnębiającego świata.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz