niedziela, 29 marca 2026

Recenzja Pig’s Blood „Destroying the Spirit”

 

Pig’s Blood

 „Destroying the Spirit”

Dark Descent Rec. 2026

Po dwóch albumach wydanych dla naszego krajowego wydawcy, Pig’s Blood opuścili szeregi Bogów Wojny, i odpłynęli do wytwórni zza oceanu. Teoretycznie bardziej uznanej i  renomowanej, choć nie zawsze się to przekłada na wymierne korzyści. No ale każdy jest kowalem własnego losu. Zajmijmy się zatem tylko i wyłącznie muzyką, bo to przecież ona jest najważniejsza. Świńska Krew, to nadal ta sama posoka. Ta sama stara szkoła, ten sam, niezmiennie prosty metal śmierci co dotychczas prezentowany na „Pig’s Blood” czy „A Flock Slaughtered”. Czyli aranże oparte głównie na niewyszukanych, uderzających wprost melodiach, pozbawione technicznych zagrywek, mariaży z gatunkami pobocznymi, co najwyżej wzbogacone elementami warmetalowej napierdalanki. Na pewno nagrania te cechuje surowizna, zarówno pod względem brzmienia, jak i linii przekazu. Zresztą w tym przypadku, dźwięki tworzone przez Amerykanów są wprost proporcjonalne do nazwy, którą sobie obrali za szyld. „Destroying the Spirit” to prosty do bólu, klasyczny death metal, zagrany głównie w średnim tempie, brzmiący na wskroś oldskulowo, do kanonu gatunku nie wnoszący niczego poza samą swoją obecnością. Mówiąc wprost – statysta, tudzież plankton, jak osobiście wolę to nazywać. Owszem, może i plankton, o sporej zawartości odżywczej, ale tak naprawdę, pominięcie tego posiłku nie jest dla nikogo, poza absolutnymi maniakami gatunku, żadną stratą. Zwłaszcza jeśli słyszeliśmy dwie poprzednie płyty zespołu, bo najnowsza jest w zasadzie tym samym, co poprzednio, a różnice są w zasadzie kosmetyczne. Może i jest to death metal dobrej jakości, temu nie przeczę. Bo brzmi poprawnie, potrafi kopnąć w dupę, ma momenty przy których człowiek sobie czupryną zarzuci, ale z drugiej strony nie pozostawia po sobie ani nic zapamiętywanego, ani żadne zgliszcza przy tym nie płoną. W mojej opinii jest to najsłabsze wydawnictwo Pig’s Blood. Fani zespołu pewnie je łykną bez popijania. Ja po kilku rundach puszczam w niepamięć. Bo takich „solidnych” płyt ci u mnie pod dostatkiem.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz