Bong-Ra
„Esoterik”
Debemur Morti Prod. 2026
Z twórczością Bong-Ra, a właściwie Jason'a Köhnen'a,
bo to on tutaj sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem, mam zawsze wielką
zagwozdkę. Bo w chwili, kiedy oczekuję od tego projektu muzyki, która pozwoli
mi się zresetować, i odpocząć od codziennego zgiełku, trafiam na płytę, która
mnie wkurwia. Z kolei innym razem, a tak było na przykład teraz, podchodzę do
albumu jak pies do jeża, a kiedy go w końcu, dla świętego spokoju, odpalę,
momentalnie jestem kupiony po całości.
Może tak się dzieje, gdyż kolejne wydawnictwa Holendra różnią się jednak
od siebie, mimo iż teoretycznie rdzeń pomysłów pozostaje odobny. „Esoterik”
jest płytą niesamowicie ciężką, jednocześnie intrygującą, zaskakującą i, co
akurat zdziwienia budzić nie powinno, na Bong-ra’owy sposób oryginalną. Tym
razem otrzymujemy coś na zasadzie fuzji industrialno / jazzowo / awangardowej.
Z tym, że splecionej tak pomysłowo, że przenikanie się wpływów tychże gatunków
jest tutaj niesamowicie swobodne, naturalne i uzupełniające się nawzajem.
Ciężkie beaty, idące w jednej linii z niezbyt złożonymi akordami gitarowymi,
tworzą tutaj swoistą siłę uderzeniową i transowy klimat, porównywalny do
klasycznego Godflesh. Zwłaszcza przy zapętleniach, gdzie można odczuć, jak
świat wokół zaczyna wirować i kurczyć się, zostawiając dla nas bardzo niewiele
miejsca na oddech. W tle towarzyszą tu często oszczędne improwizowane wstawki
jazzowe, niby kompletnie nie zsynchronizowane z podkładem głównym, powodujące
odczucie lekkiego dualizmu twórczego. Są na tej płycie momenty, gdzie rzeczony
ciężar się wycofuje, a do głosu dochodzą wyłącznie wspomniane dodatki, o
zdecydowanie zwiększonej intensywności, tworząc wizje czysto surrealistyczne,
na zasadzie swoistego happeningu. Nawet tutaj, linie saksofonu, pianina,
chwilami uderzenia automatu perkusyjnego, sprawiają wrażenie kompletnie samoistnych
i niezależnych od siebie. Jako całość jednak, „Esoterik” jest niesamowitą
podróżą, a każdy dźwięk, nawet ten na zasadzie silnego dysonansu, odgrywa tutaj
swoją rolę. Wspomniałem o Godflesh. I chyba z tym zespołem najbliżej
sparowałbym nowy album Bong-Ra, bo elementów wspólnych tu sporo (choćby wokale,
o których jeszcze nie wspominałem, oszczędne, ograniczone do krótkich,
wypowiadanych w sposób niemal mechaniczny wersetów). Z tym jednak
podkreśleniem, że ilość dziwactwa jest na „Esoterik” zdecydowanie większa. O
ile industrial traktuję wyjątkowo wybiórczo, tak nowa płyta Bong-Ra jest dla
mnie absolutnie czymś fantastycznym, czego chce się słuchać i zgłębiać w
nieskończoność, i do czego chce się wracać. No i teraz tylko się boję, że kiedy
chłop wyda kolejny album, to go posłucham i się odbiję…
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz