Barbaric Oath
„Sword, Sorcery, Vengeance”
Caligari Rec. 2026
Kolejną pozycją która właśnie ukazała się nakładem
Caligari Records jest EP-ka niemieckiego Barbaric Oath. Zespół to dość świeży, choć ludzie za nim
stojący dali już o sobie znać, i to niejednokrotnie w bardzo zasadniczy sposób.
Wystarczy chyba, że wymienię takie dwie nazwy jak Nekus czy Putridarium, które
każdy maniak podziemia znać powinien. Pod nowym szyldem panowie G. i L. prezentują
nam dwadzieścia minut bezkompromisowego death metalu na starą nutę. Czyli jest
to death metal taki, jak się go grało na początku, i nadal grać powinno,
zamiast wymyślać fantazyjne melodyjki czy romansować z gatunkami stojącymi na
co dzień w sklepie muzycznym na zupełnie innej półce. Numery Barbaric Oath są
gęste, masywne i zazwyczaj rozwścieczone do granic możliwości. Na tyle, że w
niektórych momentach panowie zbliżają się, i to bardzo, do estetyki
warmetalowej, zwłaszcza gdy typowe gradobicie przeplatane jest zwolnieniem do
marszowego rytmu. Praktycznie lawa leje się z nieba zamiast deszczu. Kiedy muzycy
nieco zwolnią, to temperatura wcale nie spada, bowiem nadal prym wiodą potężne
riffy, swoją wagą, acz melodyką już niekoniecznie, oscylujące w rejonach choćby
Bolt Thrower. Często harmonie serwowane przez Niemców są mocno siłowe, w tym
sensie, że przypominają nacierającą na nas machinę wojenną, o donośnie,
rytmicznie warczącym silniku. Główna w tym zasługa pracy sekcji rytmicznej,
zwłaszcza pałkera, który przez większość
czasu utrzymuje tempo blastowe, lub przynajmniej pod blasty podchodzące. Nie
gorzej jest w temacie wokali. Te zalewają nas żółcią z najgłębszych zakątków
żołądka, a nawet zaległościami z okrężnicy. Nie ma tutaj zabawy w odkrywanie
nowych lądów, tylko czysta anihilacja wszelkiego życia, i to z manierą
najgorszego zwyrodnialca. Można powiedzieć w skrócie, że jak na Caligari
przystało, także i tym razem label ten nie zawodzi, dostarczając śmierć metal
wysokiej jakości, który każdemu szalikowcowi gatunku powinien wejść gładziutko,
niczym nóż w masełko. Sprawdźcie sobie „Sword, Sorcery, Vengeance”, bo
zdecydowanie warto.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz