piątek, 6 marca 2026

Recenzja Kerrigan „Wayfarer”

 

Kerrigan

„Wayfarer”

High Roller Records 2026

Kerrigan to kapela, która gra od 2019 roku. Składa się z czterech muzyków, którzy pochodzą z Freiburga im Breisgau. Zatem to niemiecka brygada, która po trzech latach od wydania debiutanckiego krążka, wraca z kolejnym. Panowie rzeźbią w tradycyjnym heavy metalu, którego charakter jest dość delikatny i kojarzy się z typowymi przebojami gitarowymi, jakie można usłyszeć w radio czy zobaczyć w telewizji. To ciekawe kompozycje, skonstruowane z polotem, przy wykorzystaniu w pełni, umiejętności twórców. Nasi Teutoni lecą w zmiennych tempach, serwując różnego rodzaju kostkowanie, solówki oraz płynne przejścia między akordami. Bas wraz z miękkimi bębnami podbija nieco energiczność tego materiału, ale i tak brakuje mu sporo mocy, bo „Wayfarer” płynie leniwie przed siebie, nie oferując ani specjalnie epickich chwytliwości, ani silnych czy porywających riffów. Album ten brzmi aksamitnie i umiarkowanie przebojowo. Można odnieść wrażenie, że Kerrigan koncentruje się głównie na akademickim podejściu do heavy metalu, który w tym przypadku został stworzony jako wzorzec. Suchy i zimny algorytm, który posiada wszelkie elementy, aby być tym czym jest. Zapodany w stonowanym stylu, bez szczególnych emocji i fajerwerków. Pomimo wielu interesujących detali i wysokiej przystępności, nie jest w stanie przyciągnąć do siebie na dłużej. Brakuje mu pazurów, a o zębach nawet nie ma co wspominać. Milutka płyta, która spodoba się chyba nawet depeszowcom i mojej żonie. Nie krzywdząc nikogo leci sobie w przestrzeń, zapewniając łatwo wpadające do ucha melodie i niby mocne uderzenie, które jest w stanie powalić jedynie miłośników muzyki klasycznej. Tradycyjny metal lat osiemdziesiątych, który z powodzeniem sprawdzić się może jako granie „do kotleta” lub na występ na jakimś festynie dla harleyowców. Jak dla mnie, jedno, no może dwa okrążenia i na półkę. Acha, duży plus za wokale.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz