Kerrigan
„Wayfarer”
High Roller Records 2026
Kerrigan
to kapela, która gra od 2019 roku. Składa się z czterech muzyków, którzy
pochodzą z Freiburga im Breisgau. Zatem to niemiecka brygada, która po trzech
latach od wydania debiutanckiego krążka, wraca z kolejnym. Panowie rzeźbią w
tradycyjnym heavy metalu, którego charakter jest dość delikatny i kojarzy się z
typowymi przebojami gitarowymi, jakie można usłyszeć w radio czy zobaczyć w
telewizji. To ciekawe kompozycje, skonstruowane z polotem, przy wykorzystaniu w
pełni, umiejętności twórców. Nasi Teutoni lecą w zmiennych tempach, serwując
różnego rodzaju kostkowanie, solówki oraz płynne przejścia między akordami. Bas
wraz z miękkimi bębnami podbija nieco energiczność tego materiału, ale i tak
brakuje mu sporo mocy, bo „Wayfarer” płynie leniwie przed siebie, nie oferując
ani specjalnie epickich chwytliwości, ani silnych czy porywających riffów.
Album ten brzmi aksamitnie i umiarkowanie przebojowo. Można odnieść wrażenie,
że Kerrigan koncentruje się głównie na akademickim podejściu do heavy metalu,
który w tym przypadku został stworzony jako wzorzec. Suchy i zimny algorytm,
który posiada wszelkie elementy, aby być tym czym jest. Zapodany w stonowanym
stylu, bez szczególnych emocji i fajerwerków. Pomimo wielu interesujących detali
i wysokiej przystępności, nie jest w stanie przyciągnąć do siebie na dłużej.
Brakuje mu pazurów, a o zębach nawet nie ma co wspominać. Milutka płyta, która
spodoba się chyba nawet depeszowcom i mojej żonie. Nie krzywdząc nikogo leci
sobie w przestrzeń, zapewniając łatwo wpadające do ucha melodie i niby mocne
uderzenie, które jest w stanie powalić jedynie miłośników muzyki klasycznej.
Tradycyjny metal lat osiemdziesiątych, który z powodzeniem sprawdzić się może
jako granie „do kotleta” lub na występ na jakimś festynie dla harleyowców. Jak
dla mnie, jedno, no może dwa okrążenia i na półkę. Acha, duży plus za wokale.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz