środa, 4 marca 2026

Recenzja Dionysiaque „La Tourbe Des Reves”

 

Dionysiaque

La Tourbe Des Reves

I, Voidhanger Records (2026)

 


Jakoś debiutancki album Francuzów, choć wydany w barwach lubianej przeze mnie I, Voidhanger Records mnie ominął. Podchodząc do odsłuchu nadchodzącego wydawnictwa zatytułowanego „La Tourbe Des Reves” spodziewałem się okołoblackowej awangardy do której włoski label nas przyzwyczaił. Jakież było moje zdziwienie gdy usłyszałem kilka pierwszych minut tego wydawnictwa. Klasyczny doom metal, lekko skąpany w awangardzie odrobinie bardziej wyrafinowanych aranżacji skutecznie przykuł moją uwagę na dłużej. Tego typu granie to nie jest kompletnie mój target, ale muzycy Dionysiaque za sprawą tego wydawnictwa zrobili mi całkiem spore kuku. Zacznę od kwestii, które mnie najbardziej zachwyciła – brzmienie. Potężne, organiczne, masywne, brudne. Zupełnie jakby wyjęte z lat 80., z tym tłustym, pełnym i analogowym brzmieniem gitary wspaniale dudniącą perkusją. Tak się teraz nie nagrywa i dawno już  nie miałem takiego jawdropa jeśli chodzi o aspekt realizatorski. Na szczęście warstwa muzyczna idzie również w parze z produkcją. Punkt wyjścia w postaci Candlemass czy nawet Solitude Aeturnus skutecznie przeprawia nas przez heavymetalową klasykę (skojarzenia z ich kamratami z ADX są tu jak najbardziej na miejscu), po okazjonalne wygibasy i ambitne wkrętki, zwłaszcza zauważalne w pracy sekcji rytmicznej. Wisienką na torcie są wokalizy – bardzo teatralne, balansujące gdzieś na pograniczu pastiszu i opery, nasuwające bardzo mocne skojarzenia Garmem z czasów jego współpracy z Arcturus. Jest to element, które na pewno będzie budził skrajne emocje i nijakość na pewno jest ostatnim słowem, którym owe wokalizy można określić. Sześć kompozycji tu zamieszczonych wciąga, intryguje i frapuje. Nie jest to bezkształtna masa. Ba, w katalogu włoskiej wytwórni może to być jedna z najbardziej poukładanych, „piosenkowych” i zapadających w pamięć płyt, co należy uznać za bardzo duży atut. Francuska ekipa to grupa naprawdę dobrych, świadomych i zdolnych kompozytorów, a „La Tourbe Des Reves” tylko to potwierdza. Bardzo możliwe, że jest to jedna z najlepszych pozycji w ich bardzo obszernym portfolio. Ja kurewsko mocno polecam ten album.

                         Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz