NO/MÁS
„No
Peace”
Redefining Darkness Records 2026
Może
znacie, bo ja, jak dotąd nie, ale już znam. Ci czterej panowie są z
Waszyngtonu, lecz w żadnym razie na Iran napadać nie zamierzają. Napadają za to
na swoich fanów drugim już w swojej karierze krążkiem. Amerykańce szyją
grindujący metal śmierci, który podąża przed siebie w zmiennych tempach,
zasypując blastami, miażdżącymi zwolnieniami i bardziej skocznymi akordami.
Czasem zaskoczy on krótką solówką, innym razem noisowym przesterem lub
przerywnikiem na basie. Wszystkie te elementy wraz ze zmiennymi wokalizami
tworzą intensywną i brutalną muzę, która złożona jest również z szybkiego,
biczującego kostkowania. „No Peace” ucieka także chwilami w lżejsze rytmy
upodabniając się do późniejszej Sepultury, a nawet skręcając w rejony bliższe
zmetalizowanemu core’owi w typie Pro-Pain czy też wczesnego Downset. Jednakże
death metalowe mielenie i grindowe ataki stanowią większość tego materiału,
który został zawarty w dwunastu, krótkich utworach. Katują one przez prawie 22
minuty, swoimi gęstymi riffami, które okresowo przechodzą w dość chaotyczną
napierdalankę. To w obrębie tego sposobu na granie, mocne kompozycje, które
zwięźle wypowiadają się na polityczne, antywojenne (więc na pewno NO/MÁS nie ma
nic do Iranu) i poświęcone wszelkim niesprawiedliwościom społecznym, tematy. Jak
dla mnie, fuzja tych wszystkich występujących tutaj pierwiastków, niczym
szczególnym się nie wyróżnia i jest najzwyczajniej w świecie, typowym
rzępoleniem w tym stylu. Stylu, który trochę łączy późniejszy Napalm Death,
dokłada to tego odrobinę Brutal Truth i posypuje całość szczyptą wyżej
wymienionych Nowojorczyków czy czymś w rodzaju Exhorder. Wyszedł z tego taki
ciężki crossover, który doskonale sprzedaje się w USA lub wśród fanów takiego
grania. Mi nie leży, ale miłośnicy takiego ujęcia nie powinni być zawiedzeni.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz