wtorek, 10 marca 2026

Recenzja NO/MÁS „No Peace”

 

NO/MÁS

„No Peace”

Redefining Darkness Records 2026

Może znacie, bo ja, jak dotąd nie, ale już znam. Ci czterej panowie są z Waszyngtonu, lecz w żadnym razie na Iran napadać nie zamierzają. Napadają za to na swoich fanów drugim już w swojej karierze krążkiem. Amerykańce szyją grindujący metal śmierci, który podąża przed siebie w zmiennych tempach, zasypując blastami, miażdżącymi zwolnieniami i bardziej skocznymi akordami. Czasem zaskoczy on krótką solówką, innym razem noisowym przesterem lub przerywnikiem na basie. Wszystkie te elementy wraz ze zmiennymi wokalizami tworzą intensywną i brutalną muzę, która złożona jest również z szybkiego, biczującego kostkowania. „No Peace” ucieka także chwilami w lżejsze rytmy upodabniając się do późniejszej Sepultury, a nawet skręcając w rejony bliższe zmetalizowanemu core’owi w typie Pro-Pain czy też wczesnego Downset. Jednakże death metalowe mielenie i grindowe ataki stanowią większość tego materiału, który został zawarty w dwunastu, krótkich utworach. Katują one przez prawie 22 minuty, swoimi gęstymi riffami, które okresowo przechodzą w dość chaotyczną napierdalankę. To w obrębie tego sposobu na granie, mocne kompozycje, które zwięźle wypowiadają się na polityczne, antywojenne (więc na pewno NO/MÁS nie ma nic do Iranu) i poświęcone wszelkim niesprawiedliwościom społecznym, tematy. Jak dla mnie, fuzja tych wszystkich występujących tutaj pierwiastków, niczym szczególnym się nie wyróżnia i jest najzwyczajniej w świecie, typowym rzępoleniem w tym stylu. Stylu, który trochę łączy późniejszy Napalm Death, dokłada to tego odrobinę Brutal Truth i posypuje całość szczyptą wyżej wymienionych Nowojorczyków czy czymś w rodzaju Exhorder. Wyszedł z tego taki ciężki crossover, który doskonale sprzedaje się w USA lub wśród fanów takiego grania. Mi nie leży, ale miłośnicy takiego ujęcia nie powinni być zawiedzeni.

shub niggurath




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz