wtorek, 3 marca 2026

Recenzja Belith „Hounds of Hell”

 

Belith

„Hounds of Hell”

Godz ov War 2026

Oho! Chyba Pan Grzegorz wziął się na serio za panienki. Bo chwilę temu była Visteria, ale widać jedna dziewoja to za mało, bo teraz mamy Belith. A tu muzykantek jest aż trzy! No cóż, jak to się mówi, głowa siwieje, dupa szaleje. Ale żarty na bok, bo znów ktoś o mnie napiszę, że jestem knurem i wszystko kojarzy mi się z jednym. Belith, jak już wspomniałem, tworzą trzy dziewczyny. Nie napiszę, że obsługujące wszystkie instrumenty, bo: patrz wyżej. No ale gitara, bas i perkusja to działka płci piękniejszej, a jedynym rodzynkiem w całym towarzystwie jest piosenkarz Andrzej. „Hounds of Hell” to debiutancka EP-ka zespołu, zawierająca poczerniały thrash metal. O ile przy pierwszym odsłuchu nieco ziewnąłem, to już przy drugim podejściu (dałem im szansę, w końcu to tylko czternaście minut), i następnych, nagrania te zaczęły u mnie nieco rosnąć. Taki stan rzeczy wyniknął prawdopodobnie z tego, że po łatce „black / thrash” oczekiwałem jednak zdecydowanie większego pierdolnięcia. I w żadnym stopniu zdania tutaj nie zmieniam, bo faktycznie, o rasowe zrywy w niektórych momentach aż się prosi. Możliwe, że to kwestia umiejętności, i dziewczyny się jeszcze rozkręcą, bo potencjał, mimo wszystko, na ich debiucie słychać. Przejawia się on zwłaszcza w niebanalnych melodiach, może będących takim lekkim policzkiem zamiast ciosem zaciśniętą pięścią w twarz, ale niezaprzeczalnie nawiązujących do klasyki metalowego grania. Poza tym, nawet gdybym chciał się na siłę przypierdalać, to tutaj naprawdę nie ma riffów upchniętych na siłę, na zasadzie „przeczekalni”. Całość jest bardzo spójna i poukładana. A że bliżej Belith do Hellripper niż do Sodom czy Kreator, to… może właśnie tak miało być. Tym bardziej, że wokale dopasowują się do całości, i o Andrzeju na pewno nie można powiedzieć, że zjada żyletki na śniadanie, choć krzyczeć potrafi. Brzmieniowo marudzić nie można, ale biorąc pod uwagę, że przy nagraniach pomagał Eryk Kula, zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Summa summarum „Hounds of Hell” jest przyzwoitym pierwszym krokiem, i chętnie sprawdzę, czy dziewczyny będą dalej grały nieco zachowawczo, czy jednak się rozpędzą. Drugi materiał powinien dać odpowiedź, czy z tej mąki będzie chleb, czy ostatecznie wyjdzie zakalec.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz