środa, 18 marca 2026

Recenzja Aurora Disease „Epitaph”

 

Aurora Disease

„Epitaph”

Purity Through Fire 2026

Aurora Disease to projekt, który powstał w 2015 roku na terenie Niemiec. Początkowo było to przedsięwzięcie jednego artysty, do którego po czasie dołączyło trzech innych. Niestety przedawkowania, zgony i rozstania spowodowały, że na ten czas, Aurora Disease znów jest jednoosobową kapelą. To co można usłyszeć na „Epitaph”, będącym trzecim albumem tego one-man bandu, jest czymś w rodzaju post-black metalu. W dużym skrócie, to muzyka, która częściowo ma coś wspólnego z diabelszczyzną, co objawia się podczas zimnych i dość zadziornych tremolo i desperackich wokaliz, bo w gruncie rzeczy wydźwięk tego krążka jest refleksyjno- depresyjny. Neurotyczne elementy kompozycji to gotyckie melodie, wygrywane na gitarze klasycznej i fortepianie, a wszystko dopełniają syntezatorowe pasaże, saksofonowe wtręty oraz czyste, żeńskie i męskie wokale. To awangardowa mieszanka wpływów mrocznego, a może bardziej sentymentalnego rocka, black metalu i modernistycznych rozwiązań. Momentami siecze ostro, aby w innych chwilach zalać nas cierpiętniczym deszczem, ckliwych chwytliwości i na dokładkę poczęstuje progresywnymi akordami, zapętlając odrobinę. Okresowo zabrzmi jak rasowy bleczur, innym razem jak produkcje spod znaku 4AD, a niekiedy jak progresywny rock w przebojowym wydaniu. Pomimo bardzo dużych rozbieżności między poszczególnymi elementami tej układanki, o dziwo, wszystko do siebie pasuje i płynnie wynika z jednego w drugie, ale cóż, to zupełnie nie moja bajka. Bajka, która owszem, wykorzystuje black metalowe środki stylistyczne, ale to nie uprawnia jej do określania tego materiału jako ten właśnie gatunek, gdyż więcej tutaj landrynkowego czy też teatralnego melodramatyzmu niż czarciego i szorstkiego smagania. Aurora Disease już na samym wstępie, w pierwszym kawałku strzela sobie w kolano, bo czy ktoś słyszał kiedyś, nawet w jakiejś post-black metalowej produkcji, że pan przy mikrofonie nuci sobie rozmarzone „na-na-na”? Dobra, kończę, bo ja pierdole… ręce opadają.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz