Skaphos
„The Descent”
Les Acteurs de l’Ombre Productions 2026
Nie rozumiem, nigdy nie rozumiałem, i zapewne w
swoim życiu już nie zrozumiem tego typu zabiegów. Jakieś „TheBestOf”-y, albo
nagrywanie ponownie starych numerów, bo brzmiały słabo, albo „a może zarobimy
po raz drugi” – patrz Cavalera wzorem Modern Talking… Dajcie spokój!
Jakiekolwiek by były pobudki, każda płyta zespołu jest jego integralną
historią, śladem odciśniętym „tu i teraz”, i poprawianie jej po latach, bo coś
nam się w głowie aranżacyjnie udoskonaliło, jest po prostu bezcelowe. Tak
właśnie zrobili Francuzi z Skaphos. Wzięli się i nagrali po cztery kawałki z
„Bathyscaphe” i „Thooï” w wersjach 2.0, i dumnie ogłosili, że oto nadchodzi
czwarty krążek. Stary / nowy. Powiem szczerze, że siadłem do „The Descent”
tylko i wyłącznie dlatego, że zespołu wcześniej nie znałem. I ku mojemu
zaskoczeniu, dostałem naprawdę nieźle po mordzie. Bo Skaphos tworzą muzykę black
/ death metalową na wysokim poziomie. Te osiem numerów to taka mieszanka
francuskiego bleka, z charakterystycznymi dla gatunku dysonansami i robiącymi
nieco zeschizowany klimat tremolo, z wpływami pobocznymi. Odniesień do twórców rzeczonego
odłamu jest tu chyba najwięcej, ale nie na zasadzie bezczelnego zrzynania, lecz
dobrze odrobionych lekcji. To jednak tylko rdzeń, bowiem panowie z Lyon
wrzucają do swoich kompozycji także garść Inquisition, Marduk czy Emperor (że
się tak bezczelnie od razu posłużę nazwami). Czyli melodii jest na tym
wydawnictwie całkiem sporo, zagranej zazwyczaj na pełnej prędkości, jadowitej i
zwodniczej. Jak już o prędkości... Z sekcją rytmiczną (konkretnie z perkusją)
mam mały problem. Bo o ile kolega Nathan naprawdę napierdala jak cyborg,
wrzucając tu i ówdzie bardziej techniczne momenty, tak drażni mnie zbyt
wypolerowane brzmienie twego instrumentu (zwłaszcza centrale, które notabene
śmigają na pełnej prędkości nawet w chwilach, gdy zespół zwalnia). Do tego
jednak można się z czasem przyzwyczaić, a „album” ten plusów ma zdecydowanie
więcej niż wad. Bo nie wspomniałem jeszcze, iż zespół, poza klasykami
blackmetalowymi, czerpie też z deathmetalowych mistrzów. W kilku miejscach
bardzo wyraźnie można usłyszeć nawiązania do Dead Congregation czy Immolation,
co jeszcze bardziej wzbogaca, i tak już mocno zróżnicowane, utwory. Skaphos
jawi się zatem tworem wartym uwagi, bo ich amalgamat wspomnianych gatunków jest
zdecydowanie wysokiej jakości. Co nie zmienia faktu, że nadal twierdzę, iż tego
rodzaju „poprawki historii” są swoistym wybrykiem natury. Ale nie mój cyrk, nie
moje małpy. Chcecie to sprawdzicie, choć ja bardziej bym poleciał po
dyskografii od początku, bo zdaje się, że warto.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz