wtorek, 31 marca 2026

Recenzja Tyran „Nothing Above”

 

Tyran

„Nothing Above”

Self-released 2023

Materiał, który chciałbym wam dziś przedstawić, pochodzi sprzed niemal trzech lat, a trafił do mnie zupełnie przypadkowo, przy okazji niedawnego koncertu, który Tyran dawali u boku Clairvoyance w Toruniu. Tak to często bywa, że zespoły tworzący swoisty hardcore’owo – punkowo - metalowy crossover doskonale sprawdzają się na żywca (i tak też było w przypadku bohaterów tekstu), ale w domu, kiedy człowiek siedzi w fotelu bujanym, w ciepłych kapciach, już nie do końca żre to tak, jak powinno. Co ciekawe, w drugą stronę działa to odwrotnie. No i odwrotnie też zadziałało w przypadku Tyrana. „Nothing Above” to klasyczna petarda, naszpikowana skocznymi rytmami, d-beatami i agresywnym, chwytliwym riffowaniem. Kawałki są krótkie, za to naładowane anergią do pełna, pod sam korek. I nie będę tutaj nawet starał się wymieniać tytułów tych najwyżejoktanowych, bo w zasadzie wszystkie jedenaście numerów, wliczając cover New Model Army, czy chyba statystycznie najwolniejszy ”Kids in Cages”, to strzały z otwartej w pysk i błyskawiczna poprawka z drugiej strony, żeby było z autmatu po chrześcijańsku. Może chłopaki nie gnają przed siebie cały czas na najwyższych obrotach, jak robi to choćby Hostia (a punktów stycznych między tymi zespołami jest tu sporo), ale pod względem groove’u mamy tu naprawdę szeroki wachlarz momentów, przy których chce się wspomniane bambosze cisnąć do szalejącego w kominku ognia, a fotelem bujanym sprawdzić wytrzymałość szyb okiennych. Intensywności muzycznej nie ustępuje tu, ani na krok, wokal, wyrzygujący z siebie teksty agresywnym growlem z godną podziwu pasją (czasem też w chórkach). Choć tu mam małą zagwozdkę, bo w sumie teksty są po angielsku, ale dałbym sobie rękę uciąć, że w pewnym momencie pada hasło „jebał cię pies”… Pewnie już bym teraz, kurwa, nie miał ręki, ale nie mam jak tego sprawdzić, bo we wkładce kasetki niestety nie ma tekstów. Świetnie ten materiał brzmi, choć nic w tym dziwnego, skoro za miks i mastering odpowiada tak doświadczony człowiek jak Marko Tervonen. A trwa niewiele ponad dwadzieścia minut, ale to akurat jest najmniej ważne, bo ja i tak słucham go na zapętleniu. Nie będę dłużej ględził, i podsumuję krótko. Jeśli lubicie muzyczny, crossoverowy wpierdol, (deathmetalowego punko-hardcore’a, czy zwał to jak zwał) to sięgajcie po „Nothing Above”. Ode mnie najwyższa z możliwych rekomendacja!

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz