środa, 1 kwietnia 2026

Recenzja Blood Countess „Imperatrix Sanguinis”

 

Blood Countess

„Imperatrix Sanguinis”

Dominance of Darkness 2026

Ci grający od 2018 roku black metal Brytyjczycy, wracają z drugą płytą, krzewiąc opowieści w swoim ulubionym temacie, czyli o historiach związanych z Elizabeth Bathory. To szybki bleczur, który na pierwszy rzut ucha, kojarzył mi się z „dwójeczką” Immortal, bo i prędkości podobne, brzmienie i ciętość. Po kolejnym przesłuchaniu, podobieństwa te nieco przyblakły, ponieważ klimatycznie jest u Blood Countess trochę inaczej. Z wściekłych ataków, atmosferycznych zwolnień i nastrojowych melodii, wyłazi wyraźnie wampiryczny klimat, który z kolei zalatuje, choć niezbyt mocno, tak zwanymi „kredkami”, którymi nigdy nie lubiłem rysować. Jednakże nie są to jakieś, teatralne wygibasy jak u wspomnianych „cyrkowców”, gdyż Blood Countess poczyna sobie w bardziej zdecydowany sposób, co skutkuje lodowatym i agresywnym black metalem, który potrafi boleśnie wybatożyć skórę, odmrozić policzki czy postraszyć ewidentnie złowrogim nastawieniem, w czym obok wirującego kostkowania, pomagają odpychające swą szorstkością i arogancją wokale. To poważne podejście do komponowania dźwięków kwintet ten, urozmaica żwawą rytmiką i chwytliwościami, które przypominają delikatnie diabelszczyznę w stylu Dissection, ale w przypadku tutejszych aranżacji nie jest to tak bardzo narzucająca się rzecz i swym charakterem doskonale wpisuje się w koncepcję muzyki Brytyjczyków. Na co dzień stronie od wampirycznych wykwitów, ale muszę przyznać, że ujęcie w stylu Blood Countess przypadło mi do gustu. Wygrali twardym i kurewsko zimnym brzmieniem, rzęsistymi i dobrze napisanymi akordami, wokalizami oraz niebywałą zaciekłością. Ta kapela tnie jak żyletki i trzyma emocje przez cały czas trwania „Imperatrix Sanguinis”. Posłuchajcie. Gwarantuje, że poczujecie ostre zęby na szyi.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz