niedziela, 19 kwietnia 2026

Recenzja Grond „The Temple”

 Grond

„The Temple”

Xtreem Music 2026

Grond pochodzi z Rosji, gdzie powstał w 2002 roku, ale zapewne wszyscy fani death metalu to wiedzą, bo to solidne i chyba znane granie, czerpiące z najlepszych wzorców lat dziewięćdziesiątych, lecz w żadnym razie nie podszywające się, bo elementy własne posiada. To maszyna śmierci, która swoimi mocarnymi i miarowymi uderzeniami przypomina wojenne muzykowanie spod znaku Bolt Thrower, do którego dokłada sporo gęstej szwedzizny i niepokojącego klimatu od siebie. Ten ostatni pierwiastek zalatuje lovecraftowską atmosferą i odpowiada za duszne zjazdy w dół, tajemnicze, wysokotonowe zagrywki i przerażające solówki, co w połączeniu z batalistycznymi kanonadami oraz mieleniem na „dużych oczkach” w stylu Grave, robi całkiem niezłe wrażenie. To mroczna i nieustępliwa płyta, zbudowana na ciężkim brzmieniu, wzmocnionym przez masywne linie basu, przysadzistą perkusję i głębokie growle wokalisty, i założyciela tej kapeli, Kista. Całość oparta jest na dwóch konceptach, z których pierwszy przedstawia historię niemieckiego kapitana łodzi podwodnej, zaś drugi jest zainspirowany opowiadaniem Lovecrafta „Świątynia”. Zatem mamy tu do czynienia ze światem podwodnym, który doskonale odwzorowuje muzyka Moskwiczan. To klaustrofobiczny i straszny death metal, który zaciska się wokół szyi, pozbawiając powietrza, aby w szybszych momentach gruchotać kości. Robi to brutalnie, niczym kruszarka do gruzu. Ponure i gęste jak smoła wydawnictwo, które zmęczyć swymi rytmami potrafi, ale siłę przyciągania niewątpliwie posiada znaczną. Kwintesencja posępnego i gruboziarnistego metalu śmierci, który sączy się przez niemalże pięćdziesiąt minut jak ropa i napawa strachem. Polecam.

shub niggurath





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz