Grond
„The
Temple”
Xtreem Music 2026
Grond
pochodzi z Rosji, gdzie powstał w 2002 roku, ale zapewne wszyscy fani death
metalu to wiedzą, bo to solidne i chyba znane granie, czerpiące z najlepszych
wzorców lat dziewięćdziesiątych, lecz w żadnym razie nie podszywające się, bo
elementy własne posiada. To maszyna śmierci, która swoimi mocarnymi i miarowymi
uderzeniami przypomina wojenne muzykowanie spod znaku Bolt Thrower, do którego
dokłada sporo gęstej szwedzizny i niepokojącego klimatu od siebie. Ten ostatni
pierwiastek zalatuje lovecraftowską atmosferą i odpowiada za duszne zjazdy w
dół, tajemnicze, wysokotonowe zagrywki i przerażające solówki, co w połączeniu
z batalistycznymi kanonadami oraz mieleniem na „dużych oczkach” w stylu Grave,
robi całkiem niezłe wrażenie. To mroczna i nieustępliwa płyta, zbudowana na
ciężkim brzmieniu, wzmocnionym przez masywne linie basu, przysadzistą perkusję
i głębokie growle wokalisty, i założyciela tej kapeli, Kista. Całość oparta
jest na dwóch konceptach, z których pierwszy przedstawia historię niemieckiego
kapitana łodzi podwodnej, zaś drugi jest zainspirowany opowiadaniem Lovecrafta
„Świątynia”. Zatem mamy tu do czynienia ze światem podwodnym, który doskonale
odwzorowuje muzyka Moskwiczan. To klaustrofobiczny i straszny death metal, który
zaciska się wokół szyi, pozbawiając powietrza, aby w szybszych momentach
gruchotać kości. Robi to brutalnie, niczym kruszarka do gruzu. Ponure i gęste
jak smoła wydawnictwo, które zmęczyć swymi rytmami potrafi, ale siłę
przyciągania niewątpliwie posiada znaczną. Kwintesencja posępnego i
gruboziarnistego metalu śmierci, który sączy się przez niemalże pięćdziesiąt
minut jak ropa i napawa strachem. Polecam.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz