Relic
„Crown
of Flies”
Self-Release 2026
To
nowy Relic z amerykańskiej ziemi, bo trochę już ich tam było, zresztą nie tylko
w USA. Ten jest świeżą kapelą, która na początku kwietnia wyda własnym sumptem
tą epkę. Są to cztery, krótkie pociski, którym za detonator posłużył gęsty
death metal z małym pierwiastkiem „czerni”, lecz nie tylko. Od pierwszych
taktów uwagę na siebie zwracają bębny, która niewyobrażalnie łomoczą, wtórując
plątaninie riffów, zagranych na ciężkich gitarach, generujących brutalne akordy
w stonowanym tempie. Przeradzają się one okresowo w szybsze kanonady w
towarzystwie perkusyjnych blastów, ale piskliwymi, układającymi się w
schizoidalne melodie zagrywkami, które niekiedy wyłaniają się z głównych
tekstur, Amerykanie również potrafią zaskoczyć. Całości towarzyszą głębokie
growle i szatańskie wrzaski, co oprócz śladowej na „Crown of Flies” ilości form
muzycznych związanych z diabelszczyzną, ma chyba stanowić ukłon w kierunku
szatańskich dźwięków. Jednakże jest to muzyka, która swoim usposobieniem
jednoznacznie kojarzy się z brutalnym metalem śmierci. W tym przypadku to
mozolne i monumentalne rzępolenie, które miażdży żylastym brzmieniem i niszczy,
rzadko przełamywaną jednostajnością. To potężny monolit, który został
zarejestrowany w laboratoryjny sposób i niestety dzięki temu, wybrzmiewa nieco
sztucznie. Poza tym, mocno mi tu zalatuje nowoczesnym detem, z którego niekiedy
wyłażą modne, death-core’owe naleciałości. Mało brudu, nikły stopień
diaboliczności, za to mnóstwo krwistego mięcha, a jak mi się wydaje, nie taki
był zamiar, tak przynajmniej wynika z notki informacyjnej dołączonej do tego
materiału. Cóż pierwszy krok bywa trudny, choć to dziwne, ponieważ wykonali go
starzy wyjadacze. Może dalej będzie lepiej: czytaj [mroczniej i po diabelsku
uwodzicielsko].
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz