piątek, 17 kwietnia 2026

Recenzja Battlegrave „Enslavement”

 

Battlegrave

„Enslavement”

Independent 2026

Battlegrave to australijski duet, który pogrywa sobie od 2017 roku i razem z „Enslavement”, posiada na koncie trzy krążki. Na rzeczonym i najnowszym znajduje się dziesięć utworów muzyki metalowej, którą można określić jako mieszankę thrashu i death metalu z mocnym pierwiastkiem groovu. Ten ostatni element niewątpliwie nadaje muzie Battlegrave odrobiny core’owego sznytu, przez co w niektórych momentach materiał ten przypomina późniejszego Slayer’a, albo Pro-Pain, tyle że w szybszym i brutalniejszym wydaniu. Nie zagłębiając się w szczegóły, to nowoczesna napierdalanka o zwartym brzmieniu i rzęsiście płynących riffach, która oprócz wyżej wymienionych brygad może trochę kojarzyć się z takimi tworami jak chociażby Decapitated. To współczesny brutalizm i jego połamane formy, które uderzają ze zmienną agogiką. Dobrze gniecie, zasypuje kaskadowymi akordami i buja skocznie. Potrafi także zesłać trochę ponurego klimatu, sącząc mroczne akordy i niepokojące melodie jak w ósmym numerze „Marked by Evil”. Panowie sprawnie prowadzą swoje instrumenty i często zmieniają kierunek oraz rytmikę kostkowania, co okraszają niezłymi solówkami i piskliwymi zawijasami. Za atut muzyki Australijczyków można uznać jej dynamizm, który podbijają niemalże przez cały czas, chodzące, ztriggerowane centralki i skondensowane brzmienie, które w połączeniu z gęsto bijącą perkusją, i dwojakimi wokalizami, stanowi o zwartej strukturze kompozycji i ich sile uderzeniowej. Najnowszy album od Battlegrave jest modernistycznym ujęciem agresywnego grania, które może się podobać, ale nie musi. Żywiołowa, pełna energii płyta, skierowana do lubującego się w zmodernizowanych nutach odbiorcy.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz