Battlegrave
„Enslavement”
Independent 2026
Battlegrave
to australijski duet, który pogrywa sobie od 2017 roku i razem z „Enslavement”,
posiada na koncie trzy krążki. Na rzeczonym i najnowszym znajduje się dziesięć
utworów muzyki metalowej, którą można określić jako mieszankę thrashu i death
metalu z mocnym pierwiastkiem groovu. Ten ostatni element niewątpliwie nadaje
muzie Battlegrave odrobiny core’owego sznytu, przez co w niektórych momentach
materiał ten przypomina późniejszego Slayer’a, albo Pro-Pain, tyle że w
szybszym i brutalniejszym wydaniu. Nie zagłębiając się w szczegóły, to
nowoczesna napierdalanka o zwartym brzmieniu i rzęsiście płynących riffach,
która oprócz wyżej wymienionych brygad może trochę kojarzyć się z takimi
tworami jak chociażby Decapitated. To współczesny brutalizm i jego połamane
formy, które uderzają ze zmienną agogiką. Dobrze gniecie, zasypuje kaskadowymi
akordami i buja skocznie. Potrafi także zesłać trochę ponurego klimatu, sącząc
mroczne akordy i niepokojące melodie jak w ósmym numerze „Marked by Evil”.
Panowie sprawnie prowadzą swoje instrumenty i często zmieniają kierunek oraz
rytmikę kostkowania, co okraszają niezłymi solówkami i piskliwymi zawijasami.
Za atut muzyki Australijczyków można uznać jej dynamizm, który podbijają
niemalże przez cały czas, chodzące, ztriggerowane centralki i skondensowane
brzmienie, które w połączeniu z gęsto bijącą perkusją, i dwojakimi wokalizami,
stanowi o zwartej strukturze kompozycji i ich sile uderzeniowej. Najnowszy
album od Battlegrave jest modernistycznym ujęciem agresywnego grania, które
może się podobać, ale nie musi. Żywiołowa, pełna energii płyta, skierowana do
lubującego się w zmodernizowanych nutach odbiorcy.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz