czwartek, 16 kwietnia 2026

Recenzja Necromorbid „Ceremonial Demonslaught”

 

Necromorbid

„Ceremonial Demonslaught”

Godz ov War 2026

Zespoły pokroju Necromorbid są w zasadzie kurewsko przewidywalne, co ma oczywiście swoje wady i zalety. Zanim jeszcze zobaczyłem oficjalną zapowiedź nowego, trzeciego już krążka Włochów, wiedziałem, co, mniej więcej, znajdzie się na okładce. Mogłem snuć przypuszczenia dotyczące tytułów piosenek, strzelać z dokładnością do pięciu minut odnośnie czasu trwania płyty, a zanim włączyłem ją po raz pierwszy, dokładnie określić jej zawartość. I nawet gdybym napisał recenzję, że tak to nazwę, „z powietrza”, to zapewne niewiele by się ona różniła od tego, co mam do powiedzenia po kilku rundach z „Ceremonial Demonslaught”. Bo faktycznie, mamy tutaj trzydzieści siedem minut ostrego, antychrześcijańskiego ostrzału. Necromorbid kontynuują swoją krucjatę, po raz kolejny serwując to, czego każdy maniak zespołu oczekuje. I to jest wspomniana zaleta. Bo jak mam ochotę na mieszankę Angelcorpse z kultem pewnego cmentarza, jazdę na trzysta trzydzieści bipiemów (przynajmniej w przeważającej większości, i to, dla „metalowych pacyfistów” może stanowić minus nie do przetrawienia), rzygający lawą wokal, proste, acz nie pozbawione wojennej chwytliwości harmonie, to włączę sobie dokładnie tą płytę. Nie ma na niej cackania się z wrogiem, jest śmierć, pożoga i fruwające w powietrzu porozrywane zwłoki. Dzieje się wojna, zarówno w sferze muzycznej, jak i tekstowej. A wojna, przynajmniej w tak otwartej formie w jakiej wypowiedzieli chrześcijańskiemu bogu Makaroniarze, zawsze wygląda podobnie. Za co należy album ten chwalić, a co w przypadku jego autorów jest już poniekąd tradycją, to jednak za unikanie dosłownego kopiowania klasyków gatunku, i wyjątkowo pasujące do muzyki brzmienie. Organiczne, a zarazem w pełni czytelne, masywne i idealnie wyważone. No i mimo wszystko za melodie, bo ich tu w żadnym wypadku nie brakuje. Ciężkie jak dobrze naoliwiona lokomotywa z wiersza Tuwima, wgryzające się w zwoje mózgowe niczym kleszcz, i siejące tam niezłe spustoszenie. Kto zna, i lubi, poprzednie wydawnictwa Necromorbid, nowe łyknie bez zadawania pytań. Kto nie zna, a serce szybciej mu bije przy wojennym death / black metalu, sprawdzić powinien. Bezwarunkowo.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz