czwartek, 2 kwietnia 2026

Recenzja Kõdu „Kirjad Sõgedate Külast”

 

Kõdu

„Kirjad Sõgedate Külast”

Antiq 2026

Kõdu to kapela z Tallinna, która pięć lat temu gościła już na łamach Apocaliptic’a za sprawą swojego debiutanckiego krążka. Obecnie Estończycy wracają z kolejną propozycją, która jest koncepcyjnym albumem, opisującym wydarzenia z pewnej, stojącej na skraju upadku wioski. Brygada ta, robi to przy użyciu black metalu, którego dźwięki układają się w dość spokojną i nastrojową muzykę, gdzie oprócz tradycyjnych dla tego gatunku form odnaleźć można także sporo urzekających spowolnień czy przerywników. Tak więc przez około pół godziny obcujemy z mieszanką tremolo i klasycznych riffów z klawiszowymi wstawkami, i melodyjkami na nieprzesterowanych strunach. Całość płynie nieliniowo, ale skutecznie hipnotyzuje w czym nie przeszkadzają nieustanne zmiany tempa jak i zaskakująco, pojawiające się wypełniacze. To raczej atmosferyczne ujęcie diabelszczyzny, które charakteryzuje się stonowanym podejściem, ukierunkowanym na klimatycznej, muzycznej opowieści. Do odsłuchania jej, potencjalny odbiorca, potrzebować będzie wygodnego fotela, w którym wraz z „Kirjad Sõgedate Külast” będzie mógł się zatopić, bo wydźwięk tego materiału jest iście relaksacyjny. Mało tutaj satanicznej wściekłości, agresji czy bluźnierstwa. Brakuje chłodu, brudu i mizantropii, a i depresyjności nie uświadczyłem. To black metal w rozpoetyzowanej formie, który nie sieje piekielnego zniszczenia, ani nie oddaje swym wyrazem rytualnego uwielbienia dla ciemności. Otrzymałem za to bleka w lirycznej formie, która momentami zadziwia koronkowymi ozdobnikami, dysonansowymi rozjazdami, melancholią i modernistycznymi wycieczkami. Nie moja bajka, ale „Kirjad Sõgedate Külast” skomponowany jest z pomysłem, który niejednemu fanowi może przypaść do gustu.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz